Hawana Zachodnia

Drogę do Matanzas –> Hawana opisałam już w zakładce Matanzas. Poniżej przedstawię, jak szukaliśmy casy particulares, co jedliśmy i co widzieliśmy w Hawanie następnego dnia po przyjeździe.

Dzień naciągaczy cd. – noclegi i wyżywienie w Hawanie

Wysiedliśmy i weszliśmy w uliczki Starej Hawany (La Habana Vieja), ale zamiast zachwycać się zabudową, ruszyliśmy szukać noclegu.

Hawana- uliczki Starej Hawany

La Habana Vieja (E).

Hawana – Poszukiwania noclegu

Hawana - poszukiwanie casy

Znaczków oznaczających casy było sporo. Zapukaliśmy do pierwszej z brzegu nie przewidując problemów. Jak się okazało była zajęta. Właścicielka zadzwoniła do znajomej i skierowała nas 2 domy dalej. Tam też nas nie chciano. Doszliśmy do wniosku, że musi to być popularna ulica i że może powinniśmy poszukać dalej. Niestety dalej wcale nie było lepiej. W jednym domu dano nam adres, gdzie miał być wolny pokój. Idąc z karteczką zawędrowaliśmy prawie do portu, ale adresu nie znaleźliśmy. Ktoś nam wskazał na stary, odrapany budynek i powiedział, że to tam. Chciałam się już pchać ciemnymi schodami na górę, ale na szczęście mój mąż mnie powstrzymał, przekonując, że nie ma na budynku znaczka casy i że to w ogóle jakieś podejrzane miejsce.

Ruszyliśmy z powrotem, po drodze natykając się na kolejnych naciągaczy 🙁 Jak tym razem wybrnęliśmy z płacenia „opiekunom przewodnikom” od siedmiu boleści, a przy okazji jak uniknęliśmy drogiej kasy o średnim standardzie możecie przeczytać w „Anegdocie 1„.

Ta sytuacja nauczyła nas dwóch ważnych rzeczy- po pierwsze uważaj, kogo pytasz/prosisz o pomoc na ulicy, a po drugie mieszkania szukaj sam i gadaj tylko z właścicielem (bez pośredników).

Po ostatniej przygodzie minęliśmy Kapitol (El Capitolio) i weszliśmy do Centro Habana. Tam też znaleźliśmy w końcu nocleg. Jak? Możecie się dowiedzieć z Anegdoty 2. W każdym razie osobom, które chcą tanio mieszkać u miłych właścicieli polecam wybrać raczej Centro Habana, niż La Habana Vieja.

Hawana - nasza casa

Nasza casa particulares w Hawanie (E).

Hawana- nasza casa particuleres

Nie nocowaliśmy może w 5-gwiazdkowej kwaterze, ale łóżko było, kibel był (o dziwo nawet z deską- patrz zakładka ciekawostki) i prysznic też był. Więcej nam do szczęścia nie było potrzeba. Ponadto znajdowaliśmy się dwie przecznice od Kapitolu. Co prawda myliśmy się w zimnej wodzie, ale nie dlatego, że nie było ciepłej, tylko nie wiedzieliśmy jak ją włączyć 😉 Podgrzewacz nie włączał się dopóki nie odkręciło się kurka do końca, o czym dowiedzieliśmy się od właścicielki dopiero trzeciej nocy, kiedy w końcu zapytałam, czy w ogóle mamy ciepłą wodę, a ona odpowiedziała mi na to (bardzo zdziwiona), że tak.

Gdzie jeść śniadania i kolacje w Hawanie?

Właścicielka była raczej „imprezową” osobą i niespecjalnie miała ochotę przygotowywać nam śniadania. Baliśmy się, że jedzenie na mieście nas zrujnuje, bo słyszeliśmy, że Hawana jest droga. Tymczasem zaraz pierwszego dnia wieczór, po rzuceniu plecaków w kąt, wyszliśmy na miasto i  znaleźliśmy tanie bułki w CUP. Głodni nieziemsko, bo od rana nie mieliśmy nic w ustach, nie zjedliśmy, a wręcz zeżarliśmy po dwa hamburgery z szynką i serem. (Kubańska hamburguesa” to bułka z czymś sznyclopodobnym. Można zamówić też na wypasie z szynką i serem. Warzywa nie są przewidziane). Więcej o jedzeniu na Kubie w osobnej zakładce (Jedzenie na Kubie).

Hawana - budka z jedzeniem

Budka z kanapkami i hamburgerami w kubańskim stylu (E).

Co interesującego widzieliśmy w Hawanie?

Dużo tego było. Bardzo dużo. Pierwszego dnia przeszliśmy jakieś 20 km. Drugiego też sporo. Mimo to wciąż czuję niedosyt, bo mam wrażenie, że mogliśmy zobaczyć więcej, że ominęliśmy coś ważnego. Hawana to jednak wielkie miasto.

Hawana dzień 1 – „The door’s day”

W środku nocy (gdzieś tak koło 3) obudził mnie Bolek, który znowu nie mógł spać, bo dobowy zegar biologiczny wciąż mu się nie przestawił. Potem o 5 rano ponownie zostałam brutalnie wyrwana ze snu- tym razem przez koguta, który postanowił piać do 6. W pierwszej chwili myślałam, że się pomyliłam. Hej- tu jest Hawana! Jestem w środku miasta, w dodatku stolicy, skąd tu kogut? No cóż, na Kubie nie ma znaczenia, czy miasto, czy wieś- kury i koguty są wszędzie.

Malecon

Po zjedzeniu kilku bułek z jajkiem, z szynką i z serem i wypiciu szklanki gęstego, zimnego soku owocowego, ruszyliśmy na Malecón. Jest to droga, a zarazem główny deptak (promenada) Hawany, ciągnący się przez 7 km wzdłuż wybrzeża.

Hawana - Malecon

Malecon (E).

Hawana - Malecon - widok na ocean

Malecon- widok na ocean (E).

Hawana - Malecon przy Calle G

Malecón niedaleko Avenida de los Presidentes (E).

Hawana – Aleja Prezydentów (Avenida de los Presidentes)

Szliśmy tak wybrzeżem aż do Alei Prezydentów (Avenida de los Presidentes), popularnie zwanej też Calle G. Na jej środku znajduje się deptak z ławkami, drzewami i przede wszystkim z pomnikami prezydentów Kuby oraz innych znaczących postaci.

Hawana - Avenida de los Presidentes

Avenida de los Presidentes- aleja przedzielona pośrodku pasem zieleni z pomnikami prezydentów (E).

Na Calle G pod numerem 452 (przy skrzyżowaniu z Calle 19) znajduje się Ambasada RP. Mój szalony mąż wymyślił, że w sobotę będzie otwarta i że wpuszczą nas, żebyśmy mogli skorzystać z toalety 😉 Niestety ambasada jest czynna pn-pt w godzinach 10-15 (co mogłam sprawdzić dopiero po powrocie do Pl na stronie internetowej, bo nie znaleźliśmy żadnej informacji na ten temat wywieszonej na bramie).

Hawana - Ambasada RP

Ambasada RP w Hawanie (B).

Przy okazji podaję numery telefonów i linka do strony ambasady
Tel.: +53 7 8332440; Tel. alarmowy: +53 52805770
http://www.hawana.msz.gov.pl/pl/ 

Dla porównania poniżej zdjęcie Ambasady USA w Hawanie, która została otwarta w zeszłym  roku (2015) pierwszy raz od rewolucji, ale jest większa od naszej mniej więcej 4-krotnie.

Hawana - Ambasada USA

Ambasada USA w Hawanie (E).

Hawana – Hotel Nacional de Cuba

Po drodze widzieliśmy słynny Hotel Nacional de Cuba. Wznosi się na potężnej skale nad wspomnianym wcześniej deptakiem Malecon, który oddziela go od morza. Otwarty został w 1930 roku i do czasu rewolucji gościł głównie bogatych i sławnych Amerykanów, których zdjęcia można teraz podziwiać w hotelowym barze. Ponadto mieszkały w nim głowy różnych europejskich państw. W 1946 r. odbył się tutaj zjazd największych mafijnych rodzin. Po rewolucji zaniedbany, obecnie odnowiony odzyskał swój dawny blask.

Hawana - skała przy Maleconie

Skała przy Maleconie, nad którą wznosi się Hotel Nacional de Cuba (E).

Hawana - Hotel Nacional

Hotel Nacional de Cuba (E).

Hawana - Hotel Nacional hall

Hotel Nacional- hall (E).

Hawana - Hotel Nacional bar

Hotel Nacional- bar (E).

Nasz lunch w Hawanie

sok-podkladkaPo przyjrzeniu się Ambasadzie RP i obejrzeniu mnóstwa pomników na deptaku Calle G poszliśmy na „lunch”. W moim przypadku była to pizza z mielonką, a w przypadku Bolka z czymś kiełbasopodobnym. Jedzonko popiliśmy znowu gęstym sokiem owocowym z czegoś o nazwie „fruta bomba„, czyli jednym słowem papaja. Dlaczego nie powinno się używać słowa papaja na Kubie możecie przeczytać w Ciekawostki 🙂

Obok zdjęcie soku. Szczególną uwagę zwracam Wam na podkładkę pod szklankę. Kubańczycy (z braku innych możliwości) wykorzystują wszystko, co mają- potrzeba matką wynalazków 🙂

Mniej więcej w tym miejscu urósł mi bąbel na stopie i zaczęło mnie boleć kolano. Jeśli planujecie dużo chodzić, a normalnie prowadzicie siedzący tryb życia, radzę zrobić wcześniej rozgrzewkę.

Necrópolis de Cristóbal Colón

Z Avenida de los Presidentes udaliśmy się na cmentarz Necrópolis de Cristóbal Colón. Jego budowę rozpoczęto w 1860 roku, a oddano go do użytku w 1876. Nazwano go na cześć Krzysztofa Kolumba. Jest największy w Ameryce Łacińskiej- jak twierdzi mój przewodnik „na 57 ha znajdują się prawie 2 mln grobów”. Jednym z pierwszych pogrzebów, jaki odbył się na cmentarzu, był pochówek młodego artysty, który go zaprojektował. Ciekawa jestem dlaczego się człowiekowi zmarło, ale nie znalazłam na ten temat nigdzie informacji.

Dlaczego warto zobaczyć ten cmentarz? Bo znajdują się na nim małe dzieła sztuki. Piękne pomniki, posągi i miniaturowe świątynie. Przed wejściem stoi kaplica wzorowana na florenckiej katedrze. Wg mnie cmentarz, jak cmentarz, gdyby nie palmy widoczne w tle. Zabytkowe grobowce mogę oglądać jeżdżąc po Europie, zawsze gdzieś jest jakaś historia (choćby na Rakowicach w Krakowie, czy Powązkach w Warszawie, o grobach królów na Wawelu nie wspominając), ale na żadnym z nich nie rosną palmy. Jeśli jednak podróżowanie po Kubie ma być tanie, to oglądanie cmentarza doradzam zza krat- wejście kosztuje 5 CUC od osoby.

Hawana - cmentarz

Necrópolis de Cristóbal Colón (E).

Hawana - cmentarz

Necrópolis de Cristóbal Colón (E).

Hawana – Plac Rewolucji (Plaza de la Revolución)

Kolejnym punktem na naszej liście był Plac Rewolucji (Plaza de la Revolución). Pośrodku placu wyrasta pomnik José Martí, kubańskiego poety i przywódcy ruchu niepodległościowego, który chciał wyzwolić Kubę spod „hiszpańskiej okupacji” i znieść niewolnictwo. Pomnik ukończono w 1958 r. tuż przed rewolucją. Składa się z 18-metrowego posągu Martiego i 109-metrowej wieży, na którą ponoć można wyjechać (odpłatnie) aby dostać się na taras widokowy, będący najwyższym punktem obserwacyjnym w mieście. Nam się nie udało, bo winda była zepsuta, a schodami nie wpuszczali.

José Martí uważany jest za bohatera narodowego. Jego postać była natchnieniem dla Fidela Castro. Z ciekawostek- jeden z poematów Martiego został wykorzystany jako tekst piosenki Guantanamera. Pomnikami poety upstrzona jest praktycznie cała Kuba. Występują chyba częściej niż wizerunki Che.

Hawana - pomnik na Placu Rewolucji

Plac Rewolucji- pomnik (E).

Z zewnętrznego tarasu, na którym stoi posąg, rozciąga się widok na Plaza de la Revolución i dwa kamienne bloki z wizerunkami Che Guevary i Fidela Castro.

Komentarz od Bolka: W tym właśnie miejscu Fidel, jak go zebrało, odbywał swoje wielogodzinne przemówienia do tłumu stojącego na płycie placu. Kto nie chciał słuchać lub zbyt wcześnie przestał bić brawo, uważany był za wroga rewolucji.

Hawana - Plac Rewolucji

Plac Rewolucji- bloki z wizerunkami Che i Fidela (E).

Universidad de La Habana

W planie na ten dzień (będąc po zachodniej stronie Hawany) mieliśmy jeszcze rzucenie okiem na tamtejszy uniwersytet. Interesował nas głównie w związku z faktem, że sama jestem pracownikiem uczelni. Universidad de La Habana jest najstarszym w kraju (i jednym z pierwszych jakie powstały w obu Amerykach). Otwarto go w 1728 roku. W 1901 r. przeniesiono go ze Starej Hawany do Vedado, gdzie znajduje się do dziś. Na ścianie znajduje się 7 fresków symbolizujących 7 dziedzin- medycynę, nauki ścisłe, sztukę, filozofię, nauki humanistyczne, literaturę i prawo. W 1956 r. Batista zamknął uczelnię, ponieważ była zarzewiem buntów antyrządowych. Po rewolucji została otwarta ponownie, ale każdy wykładowca i student musiał zgłębiać doktrynę nowego ustroju (czy tylko mnie się to kojarzy z PRLem?).

Uniwersytet - Hawana

Uniwersytet w Hawanie (E).

 

Co ciekawego widzieliśmy jeszcze w tym dniu?

Mnóstwo pomników (chociaż to akurat dość nudne).

Co kawałek stoi jakiś mały posąg. Niektórzy pomniki mają nawet w prywatnych ogródkach. Bolek uważa to za cechę charakterystyczną kraju socjalistycznego, szczególnie jeśli stoi wielki monument, a dookoła leżą odpadające płytki chodnika, których nie ma kto naprawić.

Hawana - Pomnik

Pomnik w socjalistycznym stylu (B).

Niejaki José Miguel Gómez y Gómez dorobił się nawet małego betonowego „parku”. Generał armi powstańczej z czasów hiszpańskich. Późniejszy prezydent Kuby w latach 1909-13. W roku 1912 stłumił rewoltę murzyńską.

Hawana - pomnik

J.M. Gomez- pomnik w małej rotundzie (E).

Hawana - Pomnik

J.M. Gomez- pomnik (E)

 

Hawana – CDR

Niekiedy na ścianach budynków można znaleźć napisy Continuamos Defendiendo la Revolucion (CDR). Czasem towarzyszą im rysunki. Są to oznaczenia tzw. Komitetów Obrony Rewolucji, które mają pilnować, żeby przypadkiem żaden obywatel za bardzo się nie wychylał- nie zdradził rewolucji. Rewolucja na Kubie wciąż jest „święta”. Z takimi napisami można spotkać się wszędzie – nie tylko w Hawanie.

Hawana - CDR

CDR (E).

Drzewo z korzeniami powietrznymi

Z ładniejszych rzeczy spotkaliśmy na swojej drodze bardzo piękne drzewo, które wypuszcza korzenie prosto z pnia i gałęzi. Niestety z tyłu za nim była masa już mniej pięknych śmieci 🙁

Hawana - drzewo

Drzewo, które nas zafascynowało (E).

Hawana - korzenie powietrzne

Drzewo- korzenie „powietrzne” (E).

Mamo, czy mogę iść na podwórko pobawić się z koleżankami/kolegami ?

Widok rzadko spotykany w Polsce- dzieci bawiące się na ulicy (a nie grające na komputerze). Ma to jak sądzę coś wspólnego z tym, że komputery w domach wciąż są towarem mocno luksusowym, a internetu po prostu nie ma. Można powiedzieć, że przypomniało nam się nasze dzieciństwo.

Hawana - dzieci

Gra „Zośka” (E).

Hawana - dzieci

Dzieciaki kopiące piłkę (E).

Długość trasy

Po powrocie do Krakowa sprawdziłam na Google Maps- zrobiliśmy około 20 km. Po 10 km urósł mi bąbel („zdymka)” na stopie. Po 15 km zaczęło mnie boleć kolano (w Polsce najczęściej całymi dniami pracuję siedząc przy biurku). Niemniej WARTO BYŁO!

Kiedy byliśmy koło Uniwersytetu kolano bolało mnie już tak bardzo, że z radością powitałam widok ulicy Neptuno, która jak wiedziałam zaprowadzi nas do naszej casy. Bolek prawie się na mnie obraził, że wykazuję więcej zainteresowania możliwością położenia się do łóżka, niż zwiedzaniem- w końcu w łóżku można leżeć będąc w domu w Polsce, a teraz jesteśmy na KUBIE!

Spod Uniwersytetu zaciągnął mnie jeszcze do Hotelu Habana Libre, gdzie podobno jest punkt widokowy, z którego można obejrzeć panoramę Hawany. Na miejscu spławiono nas, że niby to taras otwarty jest dopiero wieczór. Tu już zaprotestowałam. Miałam nadzieję, że uda mi się posiedzieć chwilę i znieczulić się drinkiem podczas oglądania pięknych widoków, a tymczasem idziemy dalej, a każdy krok odbieram, jak uderzenie młotka w kolano. Głośno wyraziłam swoje oburzenie i kategorycznie zażądałam postoju.

Ponieważ miałam minę, jakbym się miała zaraz rozpłakać, do mojego męża w końcu dotarło, że mnie na prawdę boli. Zapytał mnie, czemu wcześniej nie powiedziałam jak się sprawy mają. Mówiłam, ale jak się okazało, za mało dosadnie. Jak nie walniesz chłopa mocno, żeby mu pokazać, jak cię boli, to nie licz na to, że zrozumie… od tego momentu jednak był bardzo uważający, co 2 minuty pytał, czy nie potrzebuję odpocząć, a także próbował mnie podpierać, co na zatłoczonej ulicy niestety nie wchodziło w grę.

Obiad w Hawanie

Wracając zatrzymaliśmy się w barze Nely’s (albo Nelly’s) na ulicy Neptuno. W pierwszej chwili mieliśmy nie wchodzić, bo zobaczyliśmy ceny w CUC, ale byliśmy koszmarnie głodni i mieliśmy trochę dość suchych kanapek z mielonką.

Stanęłam, patrząc na wystawione menu. Dość natrętny, acz miły kelner zaczął nas namawiać, żebyśmy weszli. Przyjrzałam się cenom za zestawy, zrobiłam szybki rachunek w głowie i doszłam do wniosku, że mogę zjeść „kebaba z ropą vieją” za 7 zł. Konkretnie była to ropa vieja* w bułce podana z płatkami smażonych bananów na zakąskę i szklanką soku owocowego do przepicia (pycha). Bolek zamówił hamburgera (takiego bardziej amerykańskiego), ale nie był ze swojego wyboru zadowolony tak, jak ja i następnego dnia (jedząc w tym samym miejscu) też zamówił zestaw z ropą vieją.

Na koniec przeliczyliśmy CUC na CUP (mnożąc x24), zapłaciliśmy równowartość w ichniejszej walucie i nikt nie miał nic przeciwko. Polecam ten bar. Nie pamiętam dokładnego adresu, ale idąc Neptuno od strony Kapitolu na pewno trzeba minąć ulice Avenida de Italia i Escobar, a potem przejść jeszcze kawałek.

Dość nerwowo reagowaliśmy na miejsca, gdzie ceny były wypisane w CUC, bo traktowaliśmy je jako typowo turystyczne. W przypadku Nely’s niepotrzebnie, bo jedli tam głównie Kubańczycy.

*Co to jest ropa vieja wyjaśniłam w zakładce „Jedzenie na Kubie„.


Zapomniałabym napisać dlaczego nazwałam ten dzień dniem drzwi
.

Właściwie określenia takiego użyła właścicielka casy, w której mieszkaliśmy. Rano, jak wychodziliśmy, nauczona zamykać mieszkanie na klucz, wsunęłam i przekręciłam rzeczony przedmiot najpierw w drzwiach do naszego pokoju, a potem w drzwiach do domu. Kiedy wróciliśmy wieczór zatrzymała nas właścicielka z informacją, żeby tego więcej nie robić, bo jak się okazało drzwi były zatrzaskowe, a przekręcając klucz w zamku uwięziłam pozostałych mieszkańców w domu. Mało tego, żeby się dostać do naszego pokoju, trzeba było włamywać się przez „okno-drzwi”, zastawione stolikiem, bo nie dało się tych normalnych otworzyć od strony korytarza, tylko trzeba było od środka. Najgorsze w tym wszystkim, że pokój otwierało się w lewo, a dom w prawo i nie można się było pomylić.

Hawana - wejście do casy

Bolek walczy z drzwiami do casy (E).

A właśnie- jeszcze jedna ważna informacja. Nie liczcie, że jak dzień jest pochmurny, to słońce nie opala. Jeśli macie jasną karnację, to filtr (min. 30) obowiązkowo codziennie. W pierwszym dniu w Hawanie, jak wychodziliśmy z domu było pochmurno, a nawet kilka kropel deszczu spadło mi na nos. Potem się rozpogodziło, ale wciąż po niebie przesuwały się chmury i obłoczki. Jak wróciliśmy do domu byłam cała czerwona, można powiedzieć wręcz, że świeciłam się jak latarnia. Wolę sobie nawet nie przypominać skóry schodzącej mi potem z czoła kilka razy.

 

Ciąg dalszy nastąpi w zakładce- Stara Hawana:

-Muzeum Rewolucji
-katedra
-hotel „Hemingwaya” i El Floridita
-4 place
-Mury obronne i forty
-Kapitol
-Fabryka cygar
-Chińska dzielnica
-Parque Central i Parque Fraternidad z Drzewem Przyjaźni
-Teatro Grande
-Paseo de Marti i Obispo- deptaki
-Casablanca.
Niekoniecznie w tej kolejności 🙂

 

Anegdota 1

Popełniłam błąd w wyborze osoby, którą zapytałam o drogę. Wszyscy na ulicy zdawali się zajmować swoimi sprawami oprócz dwóch łebków stojących na rogu i żłopiących piwo. Pokazałam karteczkę z adresem jednemu z nich. Powiedział, że jeśli szukamy casy, to jego tata ma pokój, bardzo ładny za rogiem. Bolek się krzywił, że też sobie wybrałam osobnika do pytania go o drogę, ale poszedł za nim razem ze mną.

Właściciel pokazał nam pokój, który wyglądał znośnie i zapytał, czy nam się podoba. Zmęczeni skinęliśmy głowami. Dowiedzieliśmy się, że koszt tego pokoju to 35 CUC. Właściciel zabrał nasze paszporty i sobie poszedł. Bolek stukną mnie w ramię i pokazał mi wielką kłódkę na oknie. Stwierdził, że średnio mu się tu podoba zwłaszcza, że trzeba przejść przez całe mieszkanie, obok właściciela, żeby się dostać do tego pokoju. Mnie nie podobała się cena. Z tego, co się orientowałam, w Hawanie (a zresztą w większości miast na Kubie) zazwyczaj pokój kosztuje 25 CUC. Ten nie był jakiś specjalny, a cena o 10 CUC (40 zł) wyższa. No ale zgodziliśmy się, klamka zapadła, nie będę teraz robić zamieszania.

Co nas uratowało od popełnienia pomyłki?

Od popełnienia pomyłki, jaką byłoby zostanie tam uratował nas przypadek, a właściwie piwne żłoby naciągacze. Właściciel przyszedł, mówiąc, że „chłopcy” powiedzieli, że za pomoc damy coś dla ich dzieci. Słysząc drugi raz w tym samym dniu ten sam tekst dosłownie zagotowałam się. W tym momencie skończyła się moja nieśmiałość i grzeczność. Wyparowały ze mnie wszystkie zasady nabywane w Polsce przez lata. Twardo odpowiedziałam, że nic takiego nie mówiliśmy, wręcz przeciwnie- ci panowie powiedzieli nam, że właściciel jest ich ojcem i nie było mowy o żadnej zapłacie. A w ogóle to rozmyśliliśmy się. Chcemy poszukać mieszkania w Centro Habana. Zabraliśmy paszporty i poszliśmy sobie. Najlepsze, co mogliśmy zrobić, tym bardziej, że jak potem sprawdziłam, w Starej Hawanie faktycznie mało cas jest za 25 CUC.

Anegdota 2

Nie odchodziliśmy wcale daleko, bo postanowiliśmy spróbować zaraz na pierwszej ulicy za kapitolem. Stoimy przed drzwiami ze znaczkiem casy, ale jak tu się dostać do środka? Nie ma dzwonka, w drzwi można sobie walić- albo nikogo nie ma, albo nikt nie słyszy. Nagle za nami odezwał się głos z pytaniem (po angielsku), czy szukamy casy? Dziewczę, które je zadało, aż się cofnęło na widok naszych min. Bolek coś burknął, że tak, ale rozmawiamy tylko z właścicielami, z żadną rodziną i przyjaciółmi. Uśmiech zrozumienia pojawił się na twarzy dziewczęcia i zapewniła nas, że jest właścicielką w dodatku tej samej casy, przy której drzwiach stoimy. Zaprosiła nas do środka*. Ja poszłam, Bolek został z bagażami, bo stwierdził, że nie chce mu się znowu pchać z betami po schodach, gdyby nic z tego miało nie wyjść.

Na górze, po sprawdzeniu w zeszycie z rezerwacjami okazało się, że niestety nie mają dla nas miejsca na najbliższe 3 noce, ale (standardowo) podzwonią po znajomych. Po kwadransie siedzenia w wygodnym fotelu (we wszystkich wcześniejszych miejscach musiałam czekać na stojąco na zewnątrz) dowiedziałam się, że nic z tego, ale jak skręcimy za róg, to tam jest wiele cas i może akurat ktoś będzie miał miejsce.

Zeszłam na dół i ruszyliśmy dalej. Zaczynaliśmy mieć powoli dość. Wszyscy nam mówili, że z casami nie ma problemu, a tu chodzimy od dwóch godzin i nic. Weszliśmy we wskazaną ulicę i zaczęliśmy od pierwszej casy. Ucieszyliśmy się, bo na drzwiach był naklejony znaczek the best casa w jakimś tam rankingu. Znowu dzwonka nie ma, drzwi zamknięte na głucho, ale na szczęście właścicielka zobaczyła nas przez okno i wyszła. Tym razem po angielsku nie szło się dogadać, ale zapytana o „habitación„, pokręciła przecząco głową, że nie ma miejsca. Tu też zaproszono nas do środka i znowu telefon poszedł w ruch. Tym razem eureka! Chwilę później przyszła po nas pani i zaprowadziła do swojego domu.

*Anegdotka do anegdoty 😉
Zaczęliśmy się zastanawiać nad otwarciem interesu z dorabianiem kluczy na Kubie. Klucze tam to rzecz deficytowa. Goście dostają jedną parę, a właściciele mają drugą i to by było na tyle. Nieważne, że w domu mieszka 3-pokoleniowa, 6-osobowa rodzina- klucz mają jeden i ma go zawsze osoba, która akurat zostaje w domu. Każdy, kto wraca, dobija się do drzwi, a klucz dostaje spuszczony przez balkon na sznurku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *