Przylot na Kubę

Zanim opiszę nasz przylot na Kubę, muszę wspomnieć o zakupie biletów lotniczych i podróży na lotnisko.

Jak tanio podróżować, to tanio.

Bilety kupiliśmy w ofercie last minute. Czatowałam na nie cały luty. Od momentu ukazania się zniżki bilety zniknęły w przeciągu godziny i nie dziwię się- 1800 zł za bezpośredni lot tam i z powrotem Warszawa-Kuba to na prawdę fantastyczna oferta. Tym bardziej, że w lutym, w szczycie sezonu.

00-lastminute

Nasza podróż zaczęła się kiepsko. Chociaż teraz jest to całkiem fajna anegdotka (Anegdota 1), to wtedy ciężko to przeżyłam. Kiedy prawie nie spóźniliśmy się na pociąg z Krakowa do Warszawy, zaczęłam się obawiać, że jest to znak z niebios, że jednak nie powinniśmy lecieć.

To był mój pierwszy w życiu lot samolotem i to od razu ok. 10 000 km (prawie 12 godzin). Powiedziałabym, że nieźle 🙂 Trochę się bałam, ale jak już wystartowaliśmy, stwierdziłam, że klamka zapadła, teraz nie wyskoczę i poszłam spać. Chociaż na ziemi mam chorobę lokomocyjną we wszystkich pojazdach oprócz pociągu i roweru, lot zniosłam spokojnie.

Lecieliśmy nowym Boeingiem 787- Dreamlinerem (252 pasażerów). Jak bym go opisała?- Wielka kupa plastiku. Poza tym w porządku. Siedzieliśmy na skrzydle. Jak je w pierwszej chwili zobaczyłam, wydawało mi się strasznie długie.

02-2dreamliner

Dreamliner- lotnisko Chopina w Warszawie (B)

Przylot na Kubę lotnisko w Varadero

Lotnisko w Varadero, długie skrzydło samolotu (E)

Biuro podróży (Rainbow tours), czarterujące samolot od LOTu zapłaciło jedynie za posiłki w klasie Business i Premium, toteż lecąc w klasie Economy nieco głodowaliśmy (bułka na pokładzie kosztuje 12 zł). W związku z tym przylecieliśmy głodni i zmęczeni (chociaż ja mniej, bo spałam w samolocie więcej niż Bolek). Odbiór bagażu trwał strasznie długo. Zaczynałam się już obawiać, że zgubili nasze plecaki.

Przylot na Kubę lotnisko w Varadero odbiór bagażu

Tłum pasażerów czekający na bagaż (B)

Przylot na Kubę – lotnisko w Varadero.

Kiedy nasze bety w końcu się wyłoniły, skierowaliśmy się do Viazula, żeby sprawdzić, o której odjeżdża autobus i czy jest jeszcze jakieś miejsce do Matanzas. Znaleźliśmy maleńką kanciapkę ze znudzoną panią, która poinformowała nas, że owszem, mamy szczęście i bilety są dostępne, a autobus odjeżdża 16:35.

Pobiegliśmy wymienić w cadece pieniądze. Na pierwszy rzut 600 €, co dało nam 634,20 CUC. Następnie postanowiłam wymienić 100 CUC na CUP. Bolek coś ględził o kolejnych 100, ale wydawało mi się, że to będzie za dużo, więc ostatecznie podałam pani w okienku 140 CUC z prośbą o wymianę na CUP. Zapytała, czy jestem pewna, bo za Peso Cubano będę mogła kupować jedynie owoce i warzywa na straganach, nie będę tego mogła potem wrócić do euro, a że ichniejszych pieniędzy nie wolno wywozić z Kuby, będę musiała wszystko, co mi zostanie oddać. Nieco przestraszona odpowiedziałam jednak, że tak, jestem pewna. W odpowiedzi urzędniczka podała mi 3360 CUP w nominale po 20 CUP. Trzymając taki zwitek banknotów, jaki dostałam (168 sztuk), można się poczuć bogatym.

02-5

02-6

168 banknotów o łącznej wartości 3360 CUP (B)

Z cadeki, do której była straszna kolejka, poleciałam znowu do Viazula. Oczywiście w międzyczasie znudzona pani gdzieś sobie poszła i pocałowałam klamkę. Bolek się ze mnie nabija, że spanikowana biegałam po całym lotnisku. Nie do końca, ale prawie tak było.

W końcu udało nam się kupić bilety i mogłam spokojnie usiąść i czekać na przyjazd autobusu.

Przylot na Kubę lotnisko w Varadero- oczekiwanie na Viazula

Oczekiwanie na Viazula (B)

Nie czekałam długo. Przylecieliśmy po 14. Zanim pojawił się nasz bagaż, wystałam się w kolejce do cadeki i doczekałam zakupu biletów, minęło 2 godziny.

 

Anegdota 1

Całe życie byłam poukładana (albo za taką chciałam uchodzić). Wszystko musiało być idealnie zorganizowane. No cóż, tak było do czasu, aż poznałam mojego męża 😉 Oczywiście bilety kupione, bagaż spakowany, wszystko wydaje się zapięte na ostatni guzik. No właśnie- wydaje się…

Taksówką na pociąg.

W pierwszym etapie musieliśmy się dostać z Krakowa, w którym mieszkamy, do Warszawy, skąd odlatywał samolot na Kubę. Na dworzec chciałam jechać komunikacją miejską 1,5 godziny wcześniej. Bolek stwierdził, że z bagażami wygodniej będzie jednak taksówką, a w dodatku będziemy mogli wyjechać później.

Przed podróżą mieliśmy zostawić klucze od mieszkania u mnie w pracy, żeby się nimi nie musieć przejmować na Kubie. Kiedy już siedzieliśmy w taksówce, zmierzając do budynku, w którym pracuję, sprawdziłam na wszelki wypadek godzinę odjazdu pociągu i oznajmiłam, że zmiana planów- jedziemy prosto na dworzec. Zdziwionemu Bolkowi wyjaśniłam, że pociąg odjeżdża nie o 21:47, jak mi się wydawało, tylko o 21:27.

Mieliśmy dokładnie 20 minut, żeby z Ruczaju dotrzeć na PKP (jakieś 9-10 km przez miasto), a takiej fali czerwonego dawno nie widziałam. Nie wiem, czy mieliśmy chociaż jedno zielone światło, ale wydaje mi się, że nie. Kierowca przywiózł nas na górną płytę i dokładnie kiedy się zatrzymał, samochód zgasł i nie chciał zapalić. Gdyby się zepsuł chwilę wcześniej…

Na dworcu PKP

Zostało nam dokładnie 2 minuty, żeby dotrzeć na dolną płytę i znaleźć peron, z którego odjeżdża pociąg. Zjechaliśmy windą z jakimś Azjatą i co dalej? Jesteśmy na peronie 4. Stoi pociąg, ale do Skarżyska. Gdzie jest nasz? Bolek krzyknął, że na piątce coś stoi i żebym tam biegła (on za mną z obydwoma bagażami). Poleciałam przejściem podziemnym. Wpadłam zziajana na 5 peron i usłyszałam gwizdek. Nie mając pojęcia, czy to dobry pociąg, mając nadzieję, że o 21:27 odjeżdża tylko jeden, wrzasnęłam: „Stop, proszę poczekać” i pędem ruszyłam do ataku na gwiżdżącego konduktora. Zostałam zbesztana za spóźnienie, ale pociąg nie ruszył bez nas, ufff. Za nami przybiegła jeszcze bardziej spóźniona dziewczyna.

W pociągu z Krakowa do Warszawy

Znaleźliśmy nasz wagon, przedział i miejsca i już spokojnie dojechaliśmy do Warszawy, gdzie popełniłam kolejną pomyłkę. Jeżdżąc do Warszawy od czasu do czasu, przyzwyczajona byłam, że pociągi przyjeżdżają najpierw na Dworzec Wschodni, potem Centralny, a na końcu na Zachodni, żeby dopiero potem jechać dalej. Na bilecie co prawda napisaną miałam Warszawę Wschodnią, ale wydawało mi się, że jak pojedziemy na Centralną, to nie będzie problemu, bo ta sama cena biletu.

Bolek umówił się na Dworcu Centralnym z kuzynem, który jest taksówkarzem w Wa-wie, że nas odbierze i zawiezie na lotnisko. Tymczasem okazało się, że pociąg zajeżdża tylko na Dworzec Wschodni, a potem skręca i nie zatrzymuje się nigdzie więcej w Wa-wie. Dobrze, że współpasażer nas uświadomił i zdążyliśmy wysiąść. Bolek zadzwonił do kuzyna, że zmiana planów i dalej wszystko odbyło się już zgodnie z planem.

Na lotnisku w Warszawie

Na lotnisko dotarliśmy około godziny 3, czyli 5 godzin przed czasem. Odprawa przeszła prawie bezboleśnie. Prawie, bo ja miałam małą poprawkę na wizie, a pasażera przede mną zawrócili po zakup nowej, gdyż starą miał pokreśkaną (wizy kupuje się jako druczek do wypełnienia długopisem). Bolek natomiast „robił w gacie”, bo kupił wizy na Allegro od jakiegoś gościa i z tyłu przybita była pieczątka Air Canadian, a my lecieliśmy Lotem. Na szczęście przepuścili nas bez komplikacji (na Kubie też).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *