Santa Clara

Trinidad – Santa Clara : pierwsza podróż za pomocą ciężarówko-autobusów- „guagua”.

Odkąd wylądowaliśmy na Kubie, koniecznie chciałam podróżować (najlepiej wszędzie) lokalnymi środkami transportu. Upierałam się, żebyśmy jeździli guaguami (Podróżowanie po Kubie) z dwóch względów. Po pierwsze cena (kilkakrotnie niższa niż Viazul i taxi collectivo). Po drugie atmosfera. Jeżdżąc z innymi turystami w klimatyzowanych autobusach nie da się poczuć prawdziwej Kuby. I nie mam tu na myśli zapachu. Niestety pierwsza podróż, którą nam się udało wykonać za pomocą tego środka transportu, odbyła się dopiero na trasie Trinidad – Santa Clara (Anegdota 1).

Przesiadaliśmy się dwa razy (jechaliśmy dwoma ciężarówkami i busikiem). Trasę jednak wykonaliśmy jednym ciągiem, niewiele oglądając w miastach, gdzie mieliśmy przesiadki. Z jednej strony szkoda, z drugiej i tak jechaliśmy ponad 6 godzin, a im później, tym trudniej złapać transport publiczny.

Santa Clara – pierwszy nocleg

Do Santa Clary dotarliśmy dość wcześnie- koło godziny 14. Dość szybko znaleźliśmy nasze miejsce noclegowe. Tym razem był to hostel (też za 25 CUC). Właściciel poinformował nas, że może nam zapewnić tylko jeden nocleg, bo potem przyjeżdża jego rodzina, ale obiecał nam znaleźć jakąś casę na kolejną noc.

Sam hostel był bardzo wygodny. Mieliśmy lodówkę w pokoju. I bodajże nawet była deska w kibelku, a nie sama muszla (kubańskie toalety opisałam w zakładce „Ciekawostki„).

Santa Clara - nocleg u Antonia - salon

Salon w hostelu u Antonia w Santa Clarze (E). Poniżej dwa zdjęcia naszej sypialni (E).

Santa Clara - pokój w hostelu u Antonia    Santa Clara - nocleg w hostelu u Antonia - pokój z lodówką

Jednakże właściciel nie spodobał się nam na początku. Był krzywy, że nie zamawiamy obiadu i śniadania. W dodatku dostaliśmy tylko klucz od pokoju, a od głównego wejścia już nie- za każdym razem trzeba było dzwonić domofonem (przy którym miał nawet kamerkę). Trochę nam się to nie podobało (człowiek czuje się swobodniej mając klucz).

Ostatecznie jednak Antonio (gdyż tak miał na imię) okazał się być bardzo w porządku. W dodatku oprócz casy w Santa Clarze na kolejną noc, znalazł nam też nocleg w Varadero, które miało być „full”- zapchane turystami po brzegi. Zajęło mu to pół dnia, ale ostatecznie dostała nam się niezła miejscówa.


Co widzieliśmy w Santa Clarze?

W pierwszym dniu (zaraz po przyjeździe) po prostu spacerowaliśmy uliczkami, a właściwie szukaliśmy jedzenia w peso kubańskim. Widząc wszędzie znaczek $ uciekaliśmy jak oparzeni. Byliśmy głodni, a tu wszędzie ceny w dolarach. Wtedy jeszcze nie zdawaliśmy sobie sprawy, że popełniamy głupotę, ale o tym później (Anegdota 2).
Na szczęście głód nie zabił w nas całkiem zmysłu obserwacji, więc pstryknęliśmy parę zdjęć.

Jak zwykle wszędzie pełno było pomników.
Poniżej niszczejący kościół, przed którym postawiono pomnik, (niejakiego Miguela Jerónimo Gutiérreza- kubańskiego intelektualisty i bohatera z okresu pierwszej rewolucji- hiszpańskiej).

Santa Clara - kościół i pomnik

Kościół i pomnik (E).

 

Santa Clara - pomnik

I kolejny pomnik… (E).

Za to dzieciakom było wszystko jedno, czy kościół, czy pomnik- grunt, że był kawałek wolnego placu, na którym mogły grać w piłkę 🙂

Santa Clara Dzieciaki grajace w pilke przed kosciolem  Santa Clara Dzieciaki grajace w pilke przed pomnikiem 2

Kościół, przed którym dzieciaki grały w piłkę, to Iglesia de Nuestra Señora del Carmen– najstarszy kościół w mieście (z 1748 r.). W czasie wojny o niepodległość mieściło się w nim więzienie, w którym przetrzymywano kubańskich rebeliantów.

Santa Clara - Iglesia de Nuestra Señora del Carmen

Santa Clara – Iglesia de Nuestra Señora del Carmen (E)

Kilka ciekawych miejsc.

Mijaliśmy po drodze urocze, kamienne ławeczki (poniżej).

Santa Clara ławeczki

Santa Clara – ławeczki (E).

Santa Clara- smok wawelski

„Mozaika”, na ścianie budynku, skojarzyła mi się (jako mieszkance Krakowa) ze smokiem wawelskim 😉 toteż nie oparłam się i pstryknęłam zdjęcie

Kopernik wstrzymał słońce, ruszył ziemię, a Kubańczycy zatrzymali czas, który doczekał się uwiecznienia w kamieniu 😉 Jak już wspomniałam- na Kubie mają manię na punkcie pomników 😉

Santa Clara - pomnik czasu

Santa Clara – „pomnik czasu” (E).

Kolejna fabryka cygar, której nie zwiedziliśmy.

Plątając się bez wyznaczenia jakiegokolwiek celu poza znalezieniem czegoś taniego do jedzenia, przechodziliśmy koło fabryki cygar- Fábrica de Tabacos Constantino Perez Carrodegua, w której produkowane są znane cygara „Monte Christo„. Pewno nawet nie zdalibyśmy sobie z tego sprawy, bo budynek nie był jakiś szczególnie wyjątkowy, czy okazały, ale zapach tytoniu czuć było na kilka metrów. Ponoć można zwiedzać fabrykę, ale nie można robić zdjęć. Oczywiście byliśmy za późno, żeby nas wpuszczono, a następnego dnia była niedziela, więc też nici ze zwiedzania, toteż nie napiszę, czy jest tak w rzeczywistości. Przez żaluzję i siatkę w oknach widziałam jednak Kubańczyków pracowicie zwijających tytoniowe liście.

IMG_1156

Wejście do fabryki cygar w Santa Clarze- prawa część budynku (E).

W firmowym sklepie naprzeciwko można było kupić oryginalne cygara. Są one przechowywane w specjalnych warunkach, w zamkniętej, klimatyzowanej przestrzeni o odpowiedniej temperaturze i wilgotności. 
Niestety mieli same duże opakowania (np. 25 szt.), których koszt przekraczał 100 CUC. Na sztuki można było kupić jedynie Guantanamerę, która kosztowała 1,3 CUC za sztukę, ale paliła się jak sieczka tytoniowa (papieros), a nie cygaro (Bolek sprawdził). W sklepie byliśmy dopiero następnego dnia (ze względu na idiotycznie krótkie godziny otwarcia od 11 do 14, albo 16, nie pamiętam dokładnie).

Santa Clara - sklep z cygarami

Sklep z cygarami w Santa Clarze (obok fabryki). Drzwi, koło których stoi Bolek, prowadzą do specjalnego, klimatyzowanego pomieszczenia, w którym przechowywane są cygara (E).

Do Polski przywieźliśmy cygara zrobione nam przez przewodnika na farmie pokazowej w Viñales i opakowanie cygar, kupionych w sklepie dla Kubańczyków razem z papierosami. Pomijając, że były tańsze, to w smaku dużo lepsze niż sieczkowata Guantanamera. Po przywiezieniu do Polski tak na prawdę wszystkie cygara nie różnią się niczym. Żeby zachować swoją unikalność, musiały by być cały czas przechowywane, jak w markowych sklepach firmowych- w specjalnie klimatyzowanym pomieszczeniu o odpowiedniej temperaturze.

Ciekawostka 🙂

Jako ciekawostkę dodam, że Kubańczycy właściwie nie palą cygar. Jedynie papierosy i to najczęściej bez filtra i w znacznie mniejszej ilości niż turyści. Przypuszczam, że jest to związane z pieniędzmi, albo raczej ich brakiem.

A propos jedzenia…

Po przejściu paru kilometrów, znaleźliśmy w końcu małą pizzerię, gdzie nie było znaczka $ na cenniku. Uszczęśliwieni napchaliśmy się pizzą z mielonką, siedząc na jakimś murku.

W czasie kiedy ja obserwowałam jaszczurkę polującą na muchę, Bolek planował trasę powrotną.

SC_Jaszczurka
Jaszczurka schowała się, Bolek dalej wertował mapę. Znudzona zaczęłam rozglądać się dookoła i zobaczyłam „ludzia” niosącego loda. Patrzę dalej- gdzie tu jest „lodziarnia”? W końcu zauważyłam obok maleńką, blaszaną budkę, z której dochodził dźwięk, jaki wydawały z siebie stare po-peerelowskie lodówki (moja babcia wciąż ma jedną taką). Nie było cennika, więc zapytałam: „cuánto„? Usłyszałam, że 1. Na wszelki wypadek dopytałam: „Moneda Nacional„? Usłyszałam, że tak. Kupiłam dwa lody truskawkowe (innych nie było) o równowartości 20 groszy każdy. Smakowały, jak nasze kręcone włoskie.
Skoro już piszę na temat jedzenia, to wspomnę, że w Anegdocie 2 tłumaczę, dlaczego popełniliśmy błąd w rozumowaniu, że znaczek $ w cenniku oznacza dolara.

Monumento a la Toma del Tren Blindado

Po obiado-podwieczorku z lodowym deserem, w drodze powrotnej trochę zboczyliśmy i zamiast wrócić do hostelu, powędrowaliśmy pod Monumento a la Toma del Tren Blindado znajdujący się przy Avenida de la Liberación (która po drugiej stronie rzeki przechodzi w główny deptak- Calle Independencia). 

Santa Clara buldożer

Monumento a la Toma del Tren Blindado – Buldożer Che Guevary (E).

Jest to pomnik, a właściwie cały park, poświęcony buldożerowi, którym (podobno osobiście kierując) Che Guevara wykoleił pociąg z żołnierzami Batisty, mającymi powstrzymać atak partyzantów. Ponoć dzięki temu rewolucjoniści wygrali bitwę. Jak na mój gust Cesiek nie miał całkiem zdrowo pod kopułą, ale że w tym przypadku był skuteczny- nie da się zaprzeczyć.

Santa Clara wykolejony pociąg

Monumento a la Toma del Tren Blindado – wykolejony pociąg (E).

W każdym człowieku drzemie dziecko…

Tuż obok Tren Blindado znajduje się plac zabaw.
Całkiem „wypasiony”, ale czy przeszedłby w Polsce atesty bezpieczeństwa, to nie wiem.
Nasze przeszedł 😉 Konstrukcja huśtawek była najprostsza z możliwych, ale utrzymała nasz ciężar. Muszę przyznać, że byliśmy dość dziwnymi turystami- widzieliśmy mało muzeów (przynajmniej od środka), za to huśtaliśmy się na kubańskim placu zabaw, ciesząc się jak małe dzieci 😉

Santa Clara - plac zabaw

Santa Clara – plac zabaw (E).

W „Anegdocie 3” możecie poczytać o naszej warzywnej kolacji. Podobnie, jak owoce, jarzyny można kupić na ulicznych straganach i w czymś w rodzaju „warzywniaków”. Pieczywo jest normalnie dostępne dla turystów w piekarniach (a przynajmniej nam nikt nie bronił kupować).

Santa Clara – drugi nocleg

Drugiego dnia rano zjedliśmy resztki pieczywa z dnia poprzedniego, spakowaliśmy się, bo jak już wcześniej wspomniałam- czekała nas przeprowadzka do innej casy i poszliśmy do Antonia- właściciela hostelu. Zapytałam, czy zna kogoś w Varadero, bo chcemy się tam wybrać. Spojrzał na mnie, jak na wariatkę i oznajmił, że Varadero jest „full”, ale zaczął dzwonić po znajomych.

W międzyczasie przyszła po nas pani u której mieliśmy spędzić kolejną noc, a Antonio powiedział, że jak coś znajdzie, to przekaże adres przez tą panią. Kolejna miejscówa była jeszcze lepsza niż poprzednia, bo chociaż pokój może mniej ładny, a łazienka gorzej wykończona, to mieliśmy dostęp do małej kuchni, gdzie oprócz lodówki był stół i zlew (w końcu nie musiałam myć naczyń w łazience). Podczas całej naszej podróży (oprócz Varadero) cena cas była wszędzie taka sama- 25 CUC, ale standard różny. My jednak nie jesteśmy wymagający i nie narzekaliśmy. Ponoć można się targować, ale ci ludzie na prawdę nie są bogaci, a i tak większość z tego, co zarobią na turystach muszą oddać państwu.

Santa Clara Kuchnia w casie

Drugi nocleg w Santa Clarze- pierwszy raz mieliśmy dostęp do kuchni (E).

W drugim dniu widzieliśmy też kilka ciekawych miejsc. W pierwszej kolejności jednak udaliśmy się na dworzec kolejowy, żeby się dowiedzieć o pociąg do Matanzas. Słyszeliśmy wcześniej, że pociągi jeżdżą różniście, ale niby ta trasa miała być w porządku, a chcieliśmy wypróbować wszystkie możliwe środki transportu, dostępne na Kubie. Opis dworca i zwyczajów na nim panujących, a także obiadu i najlepszego, a zarazem najtańszego piwa w „Anegdocie 4„.


Grób Che Guevary z pomnikiem i muzeum –
Monumento Ernesto Che Guevara

Po obiedzie powędrowaliśmy dalej. Tym razem mieliśmy określony cel- Monumento Ernesto Che Guevara. Miejsce pamięci, a zarazem od 1997 roku (kiedy to jego ciało zostało tam pochowane) mauzoleum Ceśka. Znajduje się ono około 2 kilometry od centrum miasta.

Santa Clara Monumento Ernesto Che Guevara

Mauzoleum Che Guevary – Monumento Ernesto Che Guevara (E).

Już z daleka widać ogromny pomnik, wzniesiony w 20 rocznicę śmierci rewolucjonisty. Pod figurą widnieje jego najsłynniejszy cytat: „Hasta la Victoria Siempre” („Do zwycięstwa aż po kres).

Santa Clara Pomnik Che

Pomnik Ceśka (E).

Natomiast po przeciwnej stronie widnieje tablica z cytatem Fidela Castro: „Queremos que sean como el Che” (Chcemy, żeby byli tacy, jak Che). Obok uwiecznione są najsłynniejsze sceny walk Che w czasie rewolucji i miejsca jego zwycięstw.

W mauzoleum, od momentu oficjalnego pogrzebu w 1997 roku, płonie wieczny ogień (normalnie jak w kościele). Stanowi ono swoiste muzeum, do którego można wejść (za opłatą). Niestety nie można robić zdjęć. Właściwie to wszystkie rzeczy należy zostawić w depozycie, łącznie z komórkami i innymi przedmiotami, posiadającymi funkcje aparatu. Miejsca tego strzegą żołnierze, więc nie ma żartów.
Słyszałam, że warto wejść do środka, jednakże ilość skacowanych i znudzonych turystów, dowożonych Transturami, zniechęciła nas do tego. Dodam, że wyjątkowo denerwujący byli Francuzi.

Santa Clara WejscieDoMauzoleumChe

Grupa turystów z Francji przed wejściem do mauzoleum Che – (B)

Spacerkiem po Santa Clarze.

Chodząc wczoraj nie rozkoszowaliśmy się widokami za bardzo, bo byliśmy mocno głodni. Dzisiaj nie mieliśmy tego problemu.

Idąc do Monumento Ernesto Che Guevara przechodziliśmy przez Parque Vidal– plac, stanowiący centrum miasta. W sumie nie był to pierwszy raz, kiedy znaleźliśmy się w rynku, ale dopiero wtedy przyjrzeliśmy się mu lepiej.
Środek stanowi coś na kształt parku, od którego odchodzi wykładany kostką deptak z ławeczkami i stylowymi latarniami.

Santa Clara Parque Vidal

Santa Clara Parque Vidal (B).

Santa Clara Parque Vidal nocą

Santa Clara Parque Vidal nocą (E).

Na rogu placu znajduje się Teatro La Caridad, ufundowany przez Martę Abreu de Estévez- bogatą mieszkankę miasta, działaczkę na rzecz ubogich, która wspierała rebeliantów podczas wojny o niepodległość z Hiszpanią. Przekazywała również liczne darowizny na rzecz budowy ośrodków edukacyjnych i kulturalnych (jej imieniem nazwany jest tamtejszy uniwersytet).

Santa Clara Teatro La Caridad

Teatro La Caridad na rogu Parque Vidal w Santa Clarze (E).

Idąc spod teatru ulicą Máximo Gómez, można dotrzeć do Calle Independencia- głównego deptaku Santa Clary, prowadzącego do Monumento a la Toma del Tren Blindado. 

Santa Clara Calle Independencia

Santa Clara Calle Independencia (E).

Po przeciwnej stronie placu znajduje się Hotel Santa Clara Libre na rogu ulicy Rafael Tristá, która prowadzi (w przeciwnym kierunku) do pomnika Che. 
Do Santa Clary przyjeżdża się głównie, żeby zobaczyć: dwa wspomniane wyżej miejsca pamięci Che i fabrykę cygar. Widzieliśmy wszystkie trzy miejsca mniej lub bardziej, więc nie pozostało nam nic innego, jak spakować się i dnia następnego wyjechać. Podróż z Santa Clary do Varadero opiszę w zakładce dotyczącej tego ostatniego. 

Sklep dla turystów vs sklep dla Kubańczyków

Tu wkleję jeszcze dwa zdjęcia- żebyście mogli porównać sobie sklep dla turystów (na wspomnianej przed chwilą Calle Independencia) i sklep dla Kubańczyków. W tym ostatnim produkty sprzedawane są na kartki, aczkolwiek ToColę, papierosy i cygara można kupić bez limitów. Czasem, jak się wybłaga to też inne produkty.

Santa Clara sklep dla Kubańczyków.

Sklep dla Kubańczyków – Bolek kupuje papierosy (E).

Santa Clara sklep dla turystów

Sklep dla turystów- zdjęcie zrobione przez szybę (E).

Na Kubie często widzieliśmy pomalowane mury, ale stanowczo nie były to paciapy wandali i kiboli, a małe dzieła sztuki 🙂

Santa Clara rysunki na murze IMG_1194

 

Anegdota 1

Guagua („łała”) to ciężarówka (camión/carro) „przystosowana” do przewozu osób. Odjeżdża zawsze z wylotówki. Więcej w zakładce „Podróżowanie po Kubie- środki transportu

Dotychczasowe podróże.

Z Matanzas do Hawany nie pojechaliśmy za pomocą tego środka transportu, ponieważ kiedy dotarliśmy na wylotówkę odjeżdżał właśnie (w pożądanym kierunku) kubański autobus jakiegoś prywatnego przewoźnika (więcej w zakładce „Matanzas„). Tego wyboru nie żałowałam. Było całkiem tanio i sympatycznie

Z Hawany do Pinar del Río przemieściliśmy się taxi collectivo, bo trudno się dostać do wylotówki w wielkiej Hawanie (na nogach nie da rady (20 km), taksówką bez sensu, a do omnibusa trudniej się wepchać niż w Matanzas). Jakoś odżałowałam.

Rozumiałam dlaczego Bolek zaprotestował przeciwko poruszaniu się guagłami na trasie 500 km z Viñales do Trinidadu, ale żałowałam strasznie, zwłaszcza z powodu ceny (zakładka „Pinar del Rio i Viñales„). Niestety tak długa trasa zajęłaby nam 2 dni, gdybyśmy się zdecydowali na „local transport” i dużo bardziej nas zmęczyła niż taxi collectivo.

W związku z powyższym, kiedy Bolek upierał się przy podróży taxi collectivo do Santa Clary zaprotestowałam stanowczo! Twierdził, że chce jechać przez góry (ze względu na widoki), a guagua nie porusza się tą trasą, bo za trudna. Ja jednak miałam cały czas wrażenie, że trochę się bał jechać 200 km za pomocą środków transportu dla lokalsów. 30 km busikiem z Pinar del Rio do Viñales to co innego niż 200 km ciężarówkami, w dodatku z przesiadkami, bo guaguy robią najczęściej trasy około 50 km. No i jeszcze nieznajomość języka 🙁

Guaguą z Trinidadu do Sancti Spíritus.

Chociaż naraziłam się mężusiowi, trwałam w uporze. No i odniosłam sukces- pojechaliśmy guaguą 🙂 Zapytaliśmy właścicielki casy skąd odjeżdża „łała” do Santa Clary. Uparcie próbowała nas wysłać na Viazula, ale ja uparcie powtarzałam „local transport”. Wygrałam. Powiedziała mi, że guagua nie jedzie przez góry, bo za trudna trasa. Musimy się dostać do Sancti Spíritus i dopiero stamtąd do Santa Clary. Wyjaśniła mi, gdzie jest przystanek początkowy- przy stacji benzynowej (gasolinera) na wylotówce do Casildy (małej wioski, leżącej ok 2 km od Trinidadu). Bolek uważał, że podała nam złe miejsce, bo wylotówka do Sancti Spíritus znajduje się w innym miejscu, ale się mylił.

Dokładnie o 8 rano (o dziwo całkiem punktualnie) na wskazanym przystanku zatrzymała się guagua w upragnionym kierunku. Wpakowaliśmy się do środka. Szczęściem przez 100 km obyło się bez przesiadki- do stolicy prowincji dojechaliśmy bezpośrednio jedną ciężarówką. Koszt 20 CUP od osoby.

img_1113

Guagua do Sancti Spíritus (E).

Po drodze też mieliśmy widok na góry, chociaż na pewno nie tak piękny, jak gdybyśmy przez nie jechali…

IMG_1106

Trasa Trinidad – Sancti Spíritus widok na góry (E).

Trasa Sancti Spíritus – Santa Clara.

Drobne problemy zaczęły się w Sancti Spíritus. Wysiedliśmy przy terminalu omnibusów i co dalej? Widzę amarillo (człowieka ubranego na żółto, który zajmuje się organizowaniem transportu, np. łapie stopa) po drugiej stronie ulicy. No to ruszam szczęśliwa w tamtym kierunku. Pytam: „łała a Santa Clara”? On mi pokazuje terminal omnibusów. No to wracam.

Pod terminalem nie ma żadnej guaguy, nie stoi też żadna większa grupa ludzi, co jest niepokojące. Wszystkie pytane osoby albo pokazują na Viazula, który też ma tam swój przystanek, albo na omnibusy. Ktoś nas odsyła w jeszcze inne miejsce, gdzie znowu każą wrócić pod terminal. Miotamy się tam i z powrotem. W końcu Bolek mi mówi, że zwijamy się na wylotówkę, bo tu niczego ciekawego się nie dowiemy. Tym razem mężuś trafił w dziesiątkę.

Idąc na wylotówkę nie widzieliśmy za dużo, ale spieszyliśmy się. Poniżej zdjęcia jedynych obiektów podziwianych przez nas w Sancti Spíritus.

Sancti Spíritus

Sancti Spíritus (E).

Sancti Spiritus

Sancti Spíritus (E).

Zaraz po przyjściu na przystanek przy wylotówce zobaczyliśmy ciężarówkę, która zaraz odjeżdżała do oddalonego o 20 km Cabaiguán (małego miasteczka na trasie Sancti Spíritus – Santa Clara). Koszt 5 CUP od osoby. Niestety musieliśmy wysiąść, bo samochód postanowił się rozkraczyć. Nie ma mocnych- nie ruszy i już. Na szczęście zaraz podjechał następny, do którego wszyscy się przesiedli. Po przyjeździe na miejsce, kierowca zdecydował się jechać kolejne 30 km do Placetas (10 CUP od osoby). W Placetas przesiedliśmy się do busika, który odjeżdżał z tego samego miejsca, w którym wysiedliśmy z guaguy. Za ostatnie 30 km zapłaciliśmy 5 CUP od osoby.

Podróż guaguą kosztuje średnio jakieś 20 CUP/osobę/100 km. Trinidad – Santa Clara = 200 km = 40 CUP/osobę. Dla porównania Viazul na tej trasie pobiera 8 CUC za osobę (=192 CUP), czyli prawie 5x więcej.

Anegdota 2

Jak się okazało- wcale nie musieliśmy drałować, w pierwszym dniu w Santa Clarze, przez pół miasta, żeby tanio zjeść. Widząc $, nie przyglądaliśmy się wysokości cen. Gdybyśmy to zrobili, to może wcześniej zorientowalibyśmy się, że coś nie gra, ale sam znaczek skutecznie nas odstraszał. Dopiero następnego dnia, będąc w sklepie dla turystów, w celu zakupu butelki rumu, zobaczyliśmy dziwny widok. Nie mam zdjęcia, ale mniej więcej wyglądało to tak:

Populare   $ 18 CUP /   0,75 CUC

Czyli nazwa produktu i oznaczenie nie dolara, a ceny! Znaczek $ przy wartości liczbowej miał oznaczać cenę, a nie walutę, a był stawiany, ponieważ czasem podawano też w wartościach liczbowych np. ilość. Aczkolwiek nie jest to reguła, więc lepiej na wszelki wypadek dopytać- „Moneda Nacional„? Jeśli normalnie coś kosztuje 6 CUP i widzicie cenę 6$, to prawdopodobnie podana jest w peso cubano, ale jeśli normalnie coś kosztuje 10 CUP, a widzicie cenę 2$, to uważajcie, bo może to oznaczać jednak 2 dolary, czyli 2 CUC i wtedy warto się upewnić.

Anegdota 3

Wracając wieczór do hostelu (pierwszego dnia w Santa Clarze), widzieliśmy panią, sprzedającą warzywa. Ponad tydzień nie jedliśmy warzyw (owoce wcinaliśmy i soki też piliśmy, ale nic roślinnego poza tym). Na widok pomidorów zaświeciły się nam oczy, a przy cebuli dosłownie dostaliśmy ślinotoku. Prawie rzuciliśmy się na tą biedną kobietę. Kupiliśmy kilka pomidorów- porcja za 10 CUP, dwie cebule po 2 CUP każda i główkę czosnku za 3 CUP.

Mijaliśmy też po drodze piekarnię na głównym deptaku Santa Clary- Calle Independencia. Pachniało świeżo upieczonym pieczywem, więc wstąpiliśmy i kupiliśmy 2 bagietki (4 CUP/sztuka), żeby było z czym zjeść te warzywka.

Rany, co to była za uczta… Nieważne, że bagietki były lekko słodkawe i że nie mieliśmy masła*.  Uszy się nam trzęsły. Właściwie, to cali drżeliśmy z radości czując aromat cebuli. Już w Trynidadzie jedząc pizzę z cebulą mdleliśmy z rozkoszy, a Bolek odkrył jedną budkę, gdzie do bułek z majonezem dodawali odrobiną czosnku, ale to wciąż było za mało. Kubańskie jedzenie wydawało nam sie strasznie mało aromatyczne.

Santa Clara Uczta Warzywna

Przygotowuję nam kolację na ucztę warzywną (B).

W Santa Clatze w końcu daliśmy upust naszej miłości do warzyw. Następnego dnia rano Bolek dokupił pomidorów, cebuli, czosnku i nawet zdobył ogórki i od tej pory do wszystkich posiłków wkrawaliśmy jarzynki.

Santa Clara Pomidorowe Sniadanie

Santa Clara – pomidorowe śniadanie (B).

*W sumie na Kubie w ogóle nie widzieliśmy masła. Kubańczycy w ogóle go nie stosują (nie wiem, czy z powodu ciepła, czy braku dostępu).

Anegdota 4

Wiedzieliśmy, że wystarczy zejść „w dół” ulicą Maceo do samego końca aby dojść do dworca. Skierowaliśmy się do drzwi oznaczonych znaczkiem „ciuchci” w zewnętrznej części budynku, ale stamtąd wysłano nas na drugą stronę- na teren dworca. Pan w informacji nie potrafił powiedzieć słowa po angielsku, ale łamanym hiszpańskim, z pomocą moich rozmówek, dowiedziałam się, że pociąg odjeżdża w kierunku Hawany, przez Matanzas w poniedziałki o godz. 10:30, a bilety będę mogła kupić dopiero jutro.

Skoro tak, nie mieliśmy dzisiaj nic więcej do roboty w tym miejscu i ruszyliśmy z powrotem do miasta. Nie bylibyśmy jednak sobą, gdybyśmy nie wściubili wszędzie nosa (nie zajrzeli koniowi do d***, jak to mówi Bolek) 😉
Tym razem nasza ciekawość została nagrodzona kilkukrotnie. Rzuciliśmy okiem na zamkniętą kasę biletową, ale tuż obok otwarte były inne drzwi, zza których dochodził gwar głosów.

Santa Clara Kasa biletowa

Zamknięta Kasa biletowa na dworcu kolejowym w Santa Clarze (E).

Bar przydworcowy w Santa Clarze.

Bolek zerknął do środka i w tej chwili zobaczyłam na jego twarzy wyraz bezgranicznego uwielbienia. Złapał mnie za ramię i wciągnął do budynku.
Uniesienie na twarzy mojego męża wywołał widok napisu: cerveza 6 CUP. Znaleźliśmy lokal, gdzie szklanka 250 ml lanego piwa kosztowała 6 CUP, czyli równowartość naszej złotówki. W dodatku wg Bolka- dobrego piwa. Mój mąż z szerokim uśmiecham na twarzy poprosił od razu dwa. Tu jednak rozbił się o mur. Usłyszeliśmy potok hiszpańskich słów, z których za dużo nie zrozumieliśmy. W końcu z machania rękami wywnioskowaliśmy, że tak jak u nas w PRLu nie dostałeś setki bez zakąski, tak i tu trzeba jeść, żeby pić- porządny, ceniący się, dworcowy bar– a co! 

Santa Clara bar przydworcowy

Bar przydworcowy- wejście (B).

Spróbujcie się jednak dowiedzieć co podają i za ile… Wyciągnęłam moje rozmówki. Po długich deliberacjach z kelnerką, kiedy ja czytałam po polsku i pokazywałam jej po hiszpańsku, a ona na odwrót, dowiedziałam się, że mogę dostać kawałek pieczonego prosiaka za 30 CUP. Machnęłam ręką i mówię, żeby dała- coś z tego da się na pewno zjeść, a Bolek będzie miał to wymarzone piwo. Tak też się stało. Wypił dwie szklanki, zanim przynieśli nam posiłek, a potem jeszcze dwie.

Santa Clara bar przydworcowy

Bar przydworcowy- wnętrze – prowadzę pertraktacje o posiłku z kelnerką (B).

Mięso było dość tłuste, ale smaczne. Podawali je z ryżem, czarną fasolą i porcją zapiekanych ziemniaczków. Ja wsunęłam ryż z fasolą i ziemniaczki, które okazały się być zmieszane z czymś w stylu szczypiorku (pycha). Mięska spróbowałam, ale zostawiłam je Bolkowi jako podkładkę pod piwo. To był nasz dotychczas najtańszy, pełnowartościowy obiad podczas całej podróży po Kubie. Oczywiście wróciliśmy tam dnia następnego. Znowu mieliśmy problem, żeby się dogadać, bo o 10:30 nie podają już śniadania, a na obiad za wcześnie, ale doczekaliśmy się- o 11 podali nam lunch 😉

Santa Clara BarPrzydworcowy_posilek

Bar przydworcowy- posiłek (B)

Polecamy…

Polecam ten „lokal” zarówno ze względu na ceny, jak i na atmosferę. Pewne jest to, że nie widzieliśmy tam ani jednego turysty, za to lokalsi w dechę. W Polsce jak ktoś obcy wejdzie do takiego miejsca, to wszyscy patrzą krzywo, wręcz ma się wrażenie, że myślą, jak by tu takiemu przyłożyć. Tam goście siedzący przy stoliku naprzeciwko przyjaźnie się do nas uśmiechnęli, pomachali, żebyśmy siadali, pokazali nam uniesieniem kciuka do góry, że jest ok. Potem patrzyli ze zdumieniem, ale i zadowoleniem, jak wcinamy tamtejsze specjały, że aż się nam uszy trzęsą. Ich kilku siedziało nad jednym talerzem bardziej zainteresowanych piwem, niż jedzeniem. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *