Stara Hawana

Początkowo zakładki nazwałam Hawana Zachodnia i Hawana Wschodnia- jak nazwy dworców kolejowych 😉 Potem jednak doszłam do wniosku, że Hawana Wschodnia, to tak na prawdę Stara Hawana, co mówi znacznie więcej. Stolica Kuby jest zbyt „bogata” zarówno w interesujące miejsca, które warto zobaczyć, jak i w doświadczenia, które nabyliśmy,  żeby opisać ją na jednej stronie. Mieszkaliśmy w Hawanie Centralnej (Centro Habana), więc zwiedzanie podzieliliśmy na Wschód i Zachód.

W zakładce Hawana Zachodnia możecie poczytać o Maleconie, Avenida de los Presidentes i polskiej Ambasadzie, Hotelu Nacional, cmentarzu Necrópolis de Cristóbal Colón, Placu Rewolucji i uniwersytecie. Ponadto o poszukiwaniu mieszkania, naciągaczach i gdzie warto zjeść w Hawanie.

Stara Hawana – 2 dzień zwiedzania – 4 dzień na Kubie (niedziela).

Rano oczywiście popędziliśmy do naszych ulubionych „budek” z jedzeniem, a następnie postanowiliśmy skierować się w stronę Starej Hawany. Powinniśmy byli to zrobić wczoraj jako przebieżkę, a dopiero dzisiaj wybrać się na 20-kilometrowy spacer w kierunku zachodnim. Prawdą jednak jest, że poszukiwanie noclegu w Starej Hawanie zniechęciło nas trochę do tej dzielnicy i musieliśmy od niej nieco „odpocząć”. W końcu przeszliśmy sporo uliczek, szukając adresu z noclegiem.

Stara Hawana (La Hawana Vieja)

Skupia się wokół historycznych placów (coś jakby „rynków”), od których odchodzą urocze uliczki z kolonialnymi zabudowaniami. Wspomnę tutaj o 4 placach Starej Hawany, które udało się nam zobaczyć. Zacznę od katedry i placu katedralnego, ponieważ była niedziela i postanowiliśmy iść do kościoła…

Katedra i jeden z 4 placów Starej Hawany

… a przy okazji zwiedzić Catedral de la Habana, która znajduje się na Plaza de la Catedral. Jako ciekawostkę wspomnę, że dawniej był to Plazuela de la Ciénaga, czyli Plac na Mokradłach 😉 Potem znajdował się tam targ rybny. Dopiero rozpoczęcie budowy kościoła (1748 r.) zmieniło wygląd tego miejsca.

Jakie były nasze odczucia w stosunku do placu? Mieszane. Pod względem architektonicznym podobał się nam bardzo. Niestety cały efekt psuła turystyczna tandeta. Było to jedyne miejsce w Hawanie, gdzie widzieliśmy panie w kreolskich strojach sprzedające cygara (niekoniecznie oryginalne) i pozujące turystom do zdjęć. Wyglądało to jak wyciągnięte żywcem z przewodnika o Kubie i służyło jedynie celom handlowym. To coś jakby jakaś para ubrana w stroje ludowe, tańcząca krakowiaka pod Kościołem Mariackim, sprzedawała podróbki obwarzanków za podwójną cenę. Chociaż niestety przykład jest kiepski, bo i na krakowskim rynku pełno jest turystycznej tandety. Przykro nam się zrobiło, bo chociaż dużo czytaliśmy przed wyjazdem, to jednak gdzieś w naszych umysłach pozostał ten kolorowy, przewodnikowy obraz, ale mieliśmy nadzieję zobaczyć go w trochę bardziej naturalnych warunkach. Tymczasem taka zwykła, najprawdziwsza Kubanka chodziła przy nas przez pół dnia w koszuli nocnej (mam na myśli właścicielkę casy, w której mieszkaliśmy).

Stara Hawana - Katedra

Catedral de la Habana- zdjęcie wykonane od strony Placu Katedralnego- Plaza de la Catedral (E).

Stara Hawana ołtarz w Katedrze

Ołtarz z kararyjskiego marmuru w hawańskiej katedrze (E).

Obecnie niewielu Kubańczyków chodzi na Mszę Św. Nie dzieje się tak bez powodu. Tak, jak za czasów PRL wiara w Polsce była tępiona, tak od czasu rewolucji do 1991 roku Kuba była państwem ateistycznym. 

Stara Hawana - wnętrze katedry

Katedra w Hawanie po niedzielnej Mszy św. Pomimo, że niewiele osób chodzi do kościoła, na mszy był nawet chór (B).

W środku katedra nie powala przepychem, w przeciwieństwie do europejskich kościołów z okresu baroku. Mnie się to podoba, bo wolę spokojną, prostą elegancję. Jest tam też kaplica poświęcona tylko modlitwie, gdzie można spędzić chwilę w ciszy bez błyskających fleszy (chociaż ja ją nieco zbezcześciłam, bo oczywiście nie mogłam się powstrzymać przed utrwaleniem jej, ale bez lampy).

Stara Hawana - katedra - kaplica do modlitwy

Kaplica kontemplacyjna (E).

Osobną kaplicę poświęcono papieżowi Janowi Pawłowi II, który odprawił tu Mszę Św. w 1998 roku.

Stara Hawana - katedra - kaplica św. JPII

Kaplica Św. Jana Pawła II (E).

Stara Hawana –  Muzeum Rewolucji– Museo Nacional de la Rewolución

Idąc do katedry widzieliśmy po drodze Muzeum Rewolucji. Z zewnątrz.
Zanim polecieliśmy na Kubę powiedziano nam, że wstęp do tego muzeum jest drogi, a eksponaty nie są warte ceny biletu. Ponadto chcieliśmy zobaczyć prawdziwą Kubę, a nie „propagandę”. Z tego też powodu nie powiem Wam, co znajduje się w środku- przecież nie będę przepisywała przewodnika… Jeśli będziecie tam, napiszcie mi, czy warto było wchodzić, czy mieliśmy rację nie robiąc tego.
Ironią jest, że siedzibą Muzeum Rewolucji jest była rezydencja dyktatora Batisty, którego rządy obaliła owa rewolucja.

Stara Hawana - Muzeum Rewolucji

Muzeum Rewolucji (E).

Przed budynkiem można zobaczyć sowiecki czołg, obok samoloty wykorzystywane podczas walki w trakcie amerykańskiej inwazji w Zatoce Świń.

Stara Hawana - Muzeum Rewolucji eksponaty na zewnątrz

Samoloty z walk w Zatoce Świń, znajdujące sie obok budynku Muzeum Rewolucji w Hawanie (E).

Stara Hawana - Muzeum Rewolucji - czołg

Sowiecki czołg przed wejściem do Muzeum Rewolucji w Hawanie (E).

W oszklonym budynku znajduje się replika jachtu „Granma„, którym rewolucjoniści z Fidelem Castro i Che Guevarą na czele płynęli z Meksyku na Kubę.

Stara Hawana - Muzeum Rewolucji - Granma

Granma- z tyłu za rakietą w oszklonym budynku (E).


Hemingway

Stojąc pod katedrą spotkaliśmy dwójkę innych Polaków- ojca i córkę. Też wybrali się na samodzielną objazdówkę (nie z biura podróży), chociaż w droższym stylu niż nasza. Bolek skarżył mi się właśnie, że wszyscy mijani turyści mają przynajmniej 2x grubsze przewodniki niż on. Wstyd i hańba 😉 W tym samym momencie za naszymi plecami odezwał się głos (po polsku), że nie prawda, bo właściciel głosu posiada taki sam przewodnik, jak my.

Stara Hawana - Ambos Mundos - nowi znajomi

Polacy spotkani na Kubie (B).

Po krótkiej rozmowie postanowiliśmy wybrać się razem do Ambos Mundos– hotelu, w którym przez dłuższy czas mieszkał Hemingway i na górnym tarasie wypić drinka. Nie wiem dlaczego, może dlatego, że była niedziela, pokój Hemingwaya był zamknięty, ale budynek obejrzeliśmy, zrobiliśmy parę zdjęć, a przede wszystkim spędziliśmy miło czas porównując nasze wrażenia z podróży (Anegdota 1). Potem spotkaliśmy jeszcze inną (dużą) grupę Polaków, która przyjechała do Ambos Mundos w ramach wycieczki objazdowej z biura podróży.

Stara Hawana - Pokoj Hemingwaya

Ambos Mundos – pokój 511 Hemingwaya (E).

Po wyjściu z Ambos Mundos skierowaliśmy się (teraz już bez towarzystwa) na główny deptak turystyczny- Calle Obispo, przy którym znajduje się Bar El Floritita również związany z Hemingwayem. Był to ulubiony bar pisarza, w którym spędzał sporo czasu sącząc daiquiri– kubański drink z rumu, limonki i kruszonego lodu. W czasach Hemingwaya lokal ten miał prawdziwie kubańską atmosferę, teraz „atmosfera” jest robiona sztucznie pod turystów, a ceny są znacznie wyższe niż w innych miejscach w Hawanie. Wokół tłoczy się dużo ludzi, bo jest to punkt obowiązkowy każdej wycieczki objazdowej.

Stara Hawana - El Floridita

El Floridita (E).


Stara Hawana – drugi z 4 placów – Plaza de Armas

Zanim jednak dotarliśmy do El Floridita, przeszliśmy przez – Plaza de Armas. Znajduje się na nim Museo de la Ciudad (muzeum miejskie), w którym widzieliśmy jedynie dziedziniec wewnętrzny z pomnikiem Krzysztofa Kolumba. Na środku placu znajduje się (jakże by inaczej) kolejny monument– tym razem Carlosa Manuela de Céspedes- kubańskiego bohatera narodowego, stojącego na czele pierwszej wojny o niepodległość (tej z Hiszpanią).

Stara Hawana - Muzeum Miejskie

Museo de la Ciudad- dziedziniec z pomnikiem Kolumba (E)

Tuż przy Plaza de Armas znajduje się Castillo de la Real Fuerza– najstarszy w Hawanie zamek, wybudowany przez hiszpańskich kolonizatorów. Początkowo miał chronić miasto przed atakami piratów, chociaż jego lokalizacja wydaje się być dość niefortunna- jest oddalony od wejścia do zatoki. Ponoć jest to najstarsza kamienna budowla tego typu na terenie obydwu Ameryk. Na szczycie wieży znajduje się rzeźba z postacią kobiety (widoczna z daleka na pierwszym zdjęciu). Niestety był to jedyny z czterech zamków, który widzieliśmy. Niezmiernie żałuję pozostałych trzech, a szczególnie El Morro i La Cabaña.

Stara Hawana Castillo de la Fuerza

Castillo de la Fuerza (E)

Stara Hawana - Castillo Fuerza dziedziniec

Castillo de la Fuerza- dziedziniec (E)

Stara Hawana – trzeci z 4 placów – Plaza de San Francisco

Dwa place (Plaza de la Catedral i Plaza de Armas) mamy za sobą- kolej na trzeci.
Wciąż spacerując uliczkami Starej Hawany dotarliśmy do Plaza de San Farncisco, który swoją nazwę wziął od Iglesia de San Francisco de Asís (kościoła Św. Franciszka z Asyżu). Świątynia powstała w XVI w. Nie będę Was zanudzać jej historią, ale od bycia miejscem kultu religijnego przeszła wiele przemian i służy obecnie jako sala koncertowa. Ma jedną z najwyższych dzwonnic na kontynencie- dla nas bezużyteczną, bo będąc ponoć najlepszym punktem obserwacyjnym w mieście, nie jest (obecnie) udostępniana.

Stara Hawana - Kościół św. Franciszka

Iglesia de San Francisco de Asís – Kościół Św. Franciszka z Asyżu w Starej Hawanie (E)

W przewodniku mam napisane jakoby w pobliżu kościoła miało się znajdować Muzeum Sztuki Sakralnej ze stojącym przed nim naturalnej wielkości pomnikiem z brązu, przedstawiającym człeka, co się zowie José María López Lledín (El Caballero de Paris). Na nic takowego nie trafiliśmy, za to widzieliśmy „Ławeczkę Chopina” przed hotelem:)

Stara Hawana - Chopin ławeczka

Stara Hawana – „Ławeczka Chopina” na Plaze de San Francisco (E).

A propos parków na Kubie.

Na Kubie dumną nazwę parku noszą również miejsca wielkości przydomowego ogródka, jak np. Parque Simón Bolívar na rogu Calle Obrapía i Mercaderes. Simón Bolívar to kolejny bohater z okresu walk o wyzwolenie Ameryki Południowej spod władzy Hiszpanów, aczkolwiek wszczynał rewolucję nie na Kubie, a na terenie obecnej Wenezueli. Nie zmienia to faktu, że Kubańczycy postanowili go uhonorować pomnikiem.

Park- S.Bolivar

Park Simóna Bolívara – na zdjęciu widać prawie całą powierzchnię „parku” (E)

Wydaje mi się, że już sporo napisałam, a tu jeszcze więcej przed nami.

Dotarcie do ostatniego placu- Plaza Vieja zajęło nam trochę czasu. Stało się tak, ponieważ podążając Calle Obrapia dotarliśmy do Kapitolu, który obeszliśmy dookoła oglądając przy okazji „wrota” do kubańskiego Chinatown, fabrykę cygar i Gran Teatro, a także dwa pobliskie parki: Parque Central i Parque de Fraternidad, o czym opowiem poniżej. Na sam koniec wyruszyliśmy do portu, żeby popłynąć promem do małego miasteczka zwanego Casablanca i po drodze zahaczyliśmy właśnie o Plaza Vieja.

A teraz po kolei…

Kapitol- El Capitolio

Powstał w czasach, kiedy Kuba pozostawała pod silnym wpływem Ameryki. Wzorowany był na Kongresie Waszyngtońskim. Obecnie jest w remoncie, który ma potrwać jeszcze kilka lat. Po jego zakończeniu do gmachu ma powrócić parlament. W środku znajduje się replika 25-katarowego diamentu, wyznaczającego punkt zerowy na wyspie (oficjalnie oryginał został skradziony). W głównej sali stoi, jakżeby inaczej, pomnik– La Estatua de la República (Statua Republiki) wzorowana na bogini mądrości Atenie. Monument ma ponad 17 m i waży około 49 ton, a pokryty jest 22-karatowym złotem.
Gdyby ze zdjęcia wyciął palmy, Bolek mógłby udawać, że był w Ameryce 😉

Stara Hawana - El Capitolio

Kapitol- El Capitolio (E).

Po dwóch stronach Kapitolu zielenią się dwa parki. Co prawda są trochę za bardzo, jak na mój gust, wybetonowane, ale przynajmniej ich powierzchnie są większe niż przydomowych ogródków.

Pierwszym z nich jest Parque Central, w którym można znaleźć kolejny pomnik 😉 José Martí.

Stara Hawana - Parque Central

Parque Central, pomnik J. Marti (E)

Naprzeciwko znajduje się Parque de Fraternidad (Park Braterstwa) z Drzewem Przyjaźni.  Jego gatunek zapewne nikogo nie obchodzi, ale i tak napiszę- puchowiec. Rośnie (o ironio) na ziemi przywiezionej z 17 krajów obydwu Ameryk. Oczywiście jakiś pomnik też się znajdzie- niejakiego Juáreza. Imienia nie widziałam, ale jedyny Juárez, który przychodzi mi tu na myśl, to Benito- meksykański polityk i prezydent z XIX w.

IMG_0653

Parque de Fraternidad – Drzewo Przyjaźni (E)


Barrio Chino

Po krótkim odpoczynku na ławeczce przed Drzewem Przyjaźni ruszyliśmy dalej, kierując swoje kroki w stronę kubańskiego Chinatown- Barrio Chino. W XIX w sprowadzono tu Chińczyków głównie jako tanią siłę roboczą. Po rewolucji, kiedy rząd zaczął przejmować prywatne sklepy i restauracje, wielu Chińczyków przeprowadziło się na Florydę. Chociaż podejmowane są próby odrestaurowania tego miejsca, nie ma ono już dawnego klimatu, aczkolwiek ponoć wciąż można zjeść kurczaka w 5 smakach. Wiemy to jednak tylko ze słyszenia, bo nie przyjechaliśmy na Kubę jeść chińskiego żarcia.

Fábrica de Tabacos Partagás

Ruszamy dalej- kierunek fabryka cygar. Kolejny powód, dla którego powinniśmy byli wczoraj skierować się do La Habana Vieja. Oczywiście jesteśmy w jedynym dniu tygodnia, kiedy fabryka jest zamknięta. Fábrica de Tabacos Partagás to kolejne miejsce, które oglądamy z zewnątrz, pocieszając się, że w miasteczku Santa Clara, gdzie również się wybieramy, też produkują cygara. Czego nie przewidzieliśmy, to tego, że w Santa Clarze też będziemy w weekend 😉

Na szczęście udało nam się widzieć proces zwijania tytoniowych liści, co prawda w sposób chałupniczy, ale jednak- o tym będzie można przeczytać w zakładce Pinar del Rio i Viñales.

Rada- przed wejściem do fabryk można bardzo łatwo spotkać naciągaczy. Nie dajcie się nabrać- ich cygara, to podróbki.

Hawana - Fabryka Cygar

Fabryka cygar – Fábrica de Tabacos Partagás (E)


Gran Teatro (Teatr Wielki)

Ostatnie, co widzieliśmy w centrum, to Gran Teatro (Teatr Wielki). Naszą uwagę przyciągnęły szczególnie rzeźby na budynku i to było w sumie wszystko, czego dowiedziałam się o tym teatrze będąc na Kubie. Mogę Wam podać jedynie kilka faktów z przewodnika. Oficjalnie otwarty został w 1838 r. Znajdują się w nim sale: koncertowa i kinowa, konferencyjne, a także galeria sztuki. Ma tam siedzibę Balet Narodowy Kuby.Jeśli chcecie wiedzieć więcej, to niestety nie ode mnie.

GranTeatro

Gran Tearo – fragment budynku ze zdobieniami (E).

Stara Hawana – ostatni z czterech placów – Plac Stary (Plaza Vieja)

Na koniec postanowiliśmy popłynąć do Casablanki. Z górnego tarasu Ambos Mundos widzieliśmy figurę Chrystusa po drugiej stronie kanału. Pomyśleliśmy, że fajnie byłoby obejrzeć ją z bliska, a przy okazji przepłynąć się kubańskim promem, która to wyprawa była chyba najciekawszym momentem dnia. Byłam już trochę zmęczona i znudzona odhaczaniem kolejnych punktów z przewodnika, tymczasem podróż promem okazała się podwójnie interesująca ze względu na przygody, które spotkały nas po drodze.

Idąc do portu „zabłądziliśmy” na Plaza Vieja. Przypadkiem.
Bolek już wcześniej rozglądał się za tym placem, ale jakoś nie doszliśmy do niego. Teraz kierując się w stronę, skąd odpływa prom do Casablanki, przypadkiem skręciłam w jakąś uliczkę i tak trafiłam na ostatni plac Starej Hawany (Anegdota 2).

Stara Hawana - Plaza Vieja

Plaza Vieja- kamieniczki (E)

W centralnym punkcie znajduje się na nim o dziwo nie pomnik, a fontanna. Na prawo, patrząc w kierunku portu, można podziwiać „kuraka”. Nie wiem co ma przedstawiać, ale mnie przypominał codzienne „piane” pobudki o 5 rano. Odnowione kamieniczki sprawiają przyjemne wrażenie. Wokół niestety pełno turystów.

DSC_0368

Plaza Vieja- fontanna na wprost (trochę przysłonięta palmą) i kurak po prawej (B)

Z Plaza Vieja bez problemu trafiliśmy do portu, gdzie mieliśmy wsiąść na prom do Casablanki.

Port

Port w Hawanie (E).

Znaleźliśmy miejsce, z którego można się dostać na prom. Ze zdziwieniem stwierdziliśmy, że przed wejściem strażnicy przeszukują bagaż. Nie wiedzieliśmy wtedy z jakiego powodu*, ale trochę się bałam o scyzoryk, który miałam w torebce. Na szczęście plecak Bolka, pełny kubańskiej coli, tak rozbawił strażników, że do mojej torebki za bardzo się nie przykładali, tym bardziej, że jako turyści byliśmy mniej podejrzani. Zapytani o koszt przejazdu promem powiedzieli nam, że 5 centavos kubańskich- 0,05 CUP (Anegdota 3.1). Zapytaliśmy jeszcze, czy zdążymy wrócić (trochę późno się już robiło), z uśmiechem powiedzieli, że jak najbardziej, bo prom kursuje do północy.

*Po powrocie do Polski Bolek przeczytał, że dzieje się tak, ponieważ w 2003 roku grupa napastników porwała prom, chcąc się dostać na Florydę (trzech z nich rozstrzelano- była to podobno ostatnia kara śmierci wymierzona na Kubie po roku 2000).

Przeszliśmy dalej i czekamy. Po jakichś 10 minutach prom podpłynął i popłynęliśmy do Casablanki. Ile nas to kosztowało w rzeczywistości, możecie przeczytać w Anegdocie 3.2).

Prom do Casablanki

Prom do Casablanki (E).

Na promie

Na promie do Casablanki (E).


Casablanca

Na miejscu bez przeszkód dotarliśmy pod posąg Chrystusa (wykonany z białego marmuru), który z bliska okazał się być ogromny. 
Przetrwał wiele burz i zawiei, a także rewolucję, chociaż wielu ludzi chciało go zburzyć. 
Jezus, górujący nad Hawaną, wydawał mi się błogosławić kraj wbrew socjalistycznym władzom. Jako osoba wierząca, podziękowałam w duchu za dotychczasową szczęśliwą podróż i poprosiłam o czuwanie nad nami na dalszych jej etapach. Można powiedzieć, że prośba została wysłuchana 🙂

Chrystus-Casablanca

Figura Chrystusa – Casablanca (E).

Z tej strony kanału był całkiem niezły widok na Hawanę.
Zapadał zmrok- jak szybko się to dzieje na równiku możecie zaobserwować na zdjęciach obok- różnica pomiędzy nimi to ok. 10-15 minut.

Hawana

Hawana o zmroku – widok z Casablanki (E).

Port o zmroku

Port w Hawanie o zmroku (E).

Powrót

Pierwotnie w planach mieliśmy spacer do fortyfikacji El Morro drugą stroną kanału, ale ponieważ zdążyło się zrobić ciemno, a mnie bolało kolano, wróciliśmy tą samą „drogą”, którą przybyliśmy.
Po wyjściu z portu  przyznałam się Bolkowi, że z moją nogą jest bardzo źle i sama zażądałam taksówki. Po przejściu wzdłuż wybrzeża Calle San Pedro, na Calle Obrapia złapaliśmy coś w stylu rikszy. Chłopak, który nas wiózł miał przyczepiony do roweru akumulator, z którego puszczał muzykę.
Tym razem targowaliśmy się o cenę. Chciał nas przewieźć za 4 CUC (2 od osoby), ale ponieważ z Calle Obrapia do Calle Neptuno nie było znowu tak daleko zeszliśmy do 2 CUC (po 1 od osoby). Zapłaciliśmy mu równowartość w peso kubańskim (jakieś 50 CUP) i nie protestował.

Obiadokolację zjedliśmy znowu w Nely’s i chociaż była dopiero 20, poszliśmy spać, a przynajmniej ja poszłam, bo Bolek studiował jeszcze przewodnik przed jutrzejszą podróżą do Viñales.

Anegdota 1

Kiedy nowa znajoma dowiedziała się ode mnie ile kosztował nasz bilet, poprosiła, żeby przypadkiem nie mówić tego jej ojcu. Oczywiście w tym samym czasie Bolek dokładnie z tą samą rewelacją wyskoczył do starszego pana, prawie przyprawiając go o zawał. Jak już wspomniałam we wcześniejszych wpisach, bezpośredni lot kosztował nas 1800 zł za osobę. Oni, w super ofercie, zapłacili po ok. 4000 zł za osobę lecąc z Hiszpanii z przesiadką w Kanadzie. Podróżowali też w droższym stylu, gdyż obawiając się lokalnego jedzenia i zatrucia pokarmowego jadali tylko w restauracjach. Za to mieli znacznie ułatwione porozumiewanie się dzięki bdb znajomości języka hiszpańskiego.

Anegdota 2

Bolek obrażony na mnie (po raz kolejny), że nie wykazuję odpowiedniego zainteresowania zwiedzaniem i w ogóle faktem bycia na Kubie, burczał coś pod nosem, żeby na końcu stwierdzić, że jak mi się nie podoba jego trasa, to proszę bardzo, mogę sobie prowadzić sama. Jak już wspomniałam, byłam trochę zmęczona i znudzona odhaczaniem przewodnikowych pozycji, ale nie to było powodem, że nie wykazywałam odpowiedniego zainteresowania miejscami, do których prowadził mój mąż. Powodem było kolano, które rozbolało mnie podczas wczorajszego 20-kilometrowego marszu.

Dzisiaj, tak mniej więcej do hotelu Ambos Mundos było ok, bo sporo siedzieliśmy (najpierw na Mszy w katedrze, botem pijąc drinka ze spotkanymi Polakami). Potem było co raz gorzej. Od Kapitolu miałam wrażenie, że przy każdym kroku jakiś mały skrzat wbija mi drewniany kołek, w dodatku pełen drzazg, w rzepkę. Starałam się nie zrzędzić za bardzo, wspominając jedynie od czasu do czasu o konieczności postoju. Bałam się, że jeśli powiem jak bardzo źle się czuję, to Bolek uprze się przy taksówkach. Jako, że ja robiłam za księgową i ja cięłam koszty naszej wycieczki- o bujaniu się taksówkami nie było mowy. W związku z tym nie kłóciłam się z mężem, tylko skręciłam w kierunku, który jak sądziłam, doprowadzi nas do portu. Jak się okazało- trafny wybór, bo gdybyśmy poszli jeszcze kawałek prosto, to ominęlibyśmy „Stary Plac”.

Anegdota 3.1

Strażnicy gadali po hiszpańsku, nie mogłam ich zrozumieć, a właściwie mój mózg nie chciał przyjąć do wiadomości, że podróż może kosztować mniej niż grosz w przeliczeniu na polską walutę- nawet autobusy miejskie kosztują na Kubie 1 CUP, czyli jakieś 20 groszy. W końcu jeden z nich wyciągnął monety z kieszeni i dał nam. Tak po prostu. Chciałam mu dać za to 1 CUP (20x więcej), nie chciał. To wciskałam mu 10 centavos convertibles (0,1 CUC). Też nie chciał. Uparłam się jak koza- nie mam drobnych, ale nie będzie mi chłop dawał swoich ciężko zarobionych pieniędzy, nawet o tak małej wartości. W końcu pokazał na mój długopis. Dałam mu go, co było dla mnie znacznie większą stratą, ale przynajmniej nie wzięłam od nikogo pieniędzy za darmo (ach ta moja duma).

centavos

Z prawej 2x 0,05 CUP i 0,1 CUP – z lewej 0,1 CUC (E)

Anegdota 3.2

Przesuwamy się grzecznie w kolejce, wręczamy monety, a tu mur. Chłop, który wpuszczał ludzi na prom stoi z zaciętą miną i pokazując na nas mówi, że mamy dać po 1 CUC od osoby. Na migi pokazujemy, że tamci señores przy wejściu mówili, że przejazd kosztuje 0,05 CUP. On na to, że nie interesuje go co powiedzieli strażnicy (czytajcie- ma to w d*). Przecież nie będę robiła rozróby- gość jest kapitanem łajby (a przynajmniej prowadzi ją), lepiej się nie kłócić, ale niech się wypcha, że dam mu w CUC. Wyciągnęłam 2 banknoty po 20 CUP. Odsunął się z przejścia, ale zanim zdążył wziąć pieniądze, Bolek wyrwał mi jeden banknot z reki i podałam chłopu tylko 20 CUP. Powoli zaczynaliśmy wyzbywać się „nieśmiałości”

Potem w przewodniku przeczytałam, że koszt przejazdu to 0,25 CUC od osoby, więc pewno turyści mają inną stawkę. Nie zmienia to jednak faktu, że gość chciał nas wykiwać, każąc płacić po „dolarze”. 

W drodze powrotnej za prom zapłaciliśmy tyle, ile płacą Kubańczycy. Tym razem wpuszczał nas pomocnik „kapitana”. Nie wiem, czy był bardziej uczciwy (czytaj mniej „przedsiębiorczy”), czy może bał się strażnika, który stał niedaleko, ale przeszliśmy bez problemu płacąc 0,05 CUP za osobę. Może mi się wydawało, ale na twarzy gościa przez chwilę malował się szok, jak turyści podali mu drobne w „moneda nacional” (nie mam co do tego pewności, bo przemknęliśmy szybko, żeby przypadkiem nie zdążył nas zatrzymać ;)).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *