Coś dla podniebienia- jedzenie (i nie tylko) w Zamościu

Corner Pub

Zanim przejdę do restauracji, kawiarni itp., opiszę nasze noclegi w Corner Pub (http://cornerpub.pl/). Stanowczo nie mogę nazwać ich noclegami stulecia. Niestety tym razem nie trafiliśmy w dziesiątkę z wyborem miejsca do spania.

Budynek miał bardzo dobrą lokalizację (2 min. spacerem od Rynku Wielkiego), obsługa się starała, ale to wszystko, co mogę powiedzieć dobrego o tym miejscu.

Staramy się podróżować tanio, co dotyczy też noclegów, ale tym razem zaszaleliśmy- 100 zł/os./noc. Cena dość wygórowana, gdyż za te same pieniądze mogliśmy nocować w Hotelu Mercure usytuowanym obok ratusza (na plus CP mogę dodać, że w cenę było wliczone śniadanie- w hotelu nie).

W naszym pokoju było lodowato, kaloryfer często był zimny, a w najlepszym wypadku letni. Spaliśmy pod kołdrą i narzutą, Bolek (któremu normalnie zawsze jest ciepło) w bieliźnie termoaktywnej, a ja okutana w gruby szal. Strasznie żałowałam, że nie wzięłam grubej polarowej piżamy zamiast cienkiej koszulki do spania, ale to miał być szalony weekend z mężem, a nie odwiedziny u babci.

Po zaświeceniu wszystkich możliwych świateł, wciąż było ciemno (żarówki w kinkietach najsłabsze z możliwych). Nie dało się poczytać wieczorami przewodnika, który ze sobą przywiozłam.

Ale najgorsza ze wszystkiego była woda pod prysznicem. Była letnia– miała maksymalnie 38 stopni, a temperaturę w łazience można porównać do tej w pokoju (w ramach ciekawostki dodam, że z kaloryfera ściągnięto termostat, żeby nie grzał). Sitko przytkane tak, że woda bardzo ciężko spływała z brodzika. Warunki idealne dla morsów.

Dlaczego wybraliśmy Corner Pub?

Wybraliśmy Corner Pub, bo przy pokoju miał być aneks kuchenny i w sumie był- bez lodówki, kuchenki, tylko z czajnikiem i zlewem bez wylewki w kranie (czyli nienadającym się do użytku).

Miałam nadzieję (Ha! Ha!) na przygotowywanie kolacji i wczesnych śniadań w owym aneksie (śniadania w CP serwowane były o 10, a my wychodziliśmy przed 9 i trzeba było zjeść coś wcześniej). Gdyby Bolek przypadkiem się nie dowiedział, że nie ma tam żadnych sprzętów kuchennych poza czajnikiem, to niewiele byśmy skorzystali z jedzenia wziętego z domu. A nie zawsze można było zjeść na mieście, gdyż 01.01 część barów była zamknięta, a pozostałe i restauracje otwierano dopiero o godz. 13.

Zabrałam ze sobą słoik rosołu i wiejskie jajka (odkąd jestem w ciąży mam nieustającą zachciankę na rosół). W związku z tym musieliśmy taszczyć ze sobą kuchenkę (elektryczną, jedno-płytową) i garnek, przez co byliśmy obładowani jak wielbłądy. Możecie się śmiać, ale to jedzenie uratowało nas od niezłej głodówki. Po przyjeździe zjedliśmy obiad w restauracji, ale wieczorem fajnie było wszamać jakąś kolację. W Nowy Rok Corner Pub był zamknięty, więc w ramach śniadania dostaliśmy suchy prowiant- po 2 kromeczki z serem żółtym i szynką oraz jabłko). Spróbujcie wytrzymać na tym do 13, chodząc i zwiedzając w ujemnej temperaturze.

Pozostałe śniadania w Corner Pub były w porządku (talerz z wędliną, serem żółtym i białym, sałatka, można było dostać kiełbaskę na gorąco lub jajecznicę). Niestety dość późno je serwowali, więc i tak wcześniej pożywialiśmy się w pokoju.

20170103_082305_przyciete

Wytrzymać bez dwóch swetrów w pokoju można było tylko jedząc gorący rosół lub będąc zawiniętym w szal pod kołdrą (B).


Zanim przejdę do drogich restauracji w centrum, napiszę gdzie:

-można zjeść tanio, a dobrze;
-warto się napić kawy;
-zjeść deser;
-kupić cukierki „home made”;
-napić się piwa (można też coś wszamać).

Asia Bar (https://pl-pl.facebook.com/BarAsiaZamosc/)

Tu warto zjeść obiad (można też śniadanie). Jest tanio, porcje solidne i smaczne. Z poprzednich podróży nauczyliśmy się, że gdzie jest pełno- tam dobrze dają jeść. W Asia Bar zawsze było dużo klientów. Bar mieści się na ulicy Staszica 6 (boczna od Rynku Wielkiego). Jako, że wyjeżdżając staramy się jeść typowo lokalnie, spróbowaliśmy „kotleta po zamojsku” (rozbity jak na schabowego, natarty czosnkiem, posypany majerankiem, zawinięty, wypanierowany i usmażony). Bolek miał też okazję zjeść kotleta pożarskiego, który dawniej królował w barach mlecznych (coś jak drobiowy sznycel z przyprawami). Obydwa dania nam smakowały, pojedliśmy do syta, a portfel nie ucierpiał za bardzo.

Galicya Cafe (http://www.galicya.com.pl/)

Znajduje się w kamieniczce przy Rynku Solnym. Podają tam kawę z różnych stron świata, którą sami wypalają (filiżanka porządnego espresso kosztuje 5 zł, czyli taniej niż nie raz za byle co na stacji).  Kawę tą (mieloną bądź ziarnistą) można również kupić (zarówno w sklepie stacjonarnym, jak i internetowym). Mieliśmy okazję odbyć ciekawą rozmowę z współwłaścicielem o historii Zamościa i lokalnych ciekawostkach przy aromacie świeżo zmielonej kawy, który unosi się w całym pomieszczeniu.

Chocolaterie- pijalnia czekolady (http://bachta.pl/chocolaterie/)

Umiejscowiona jest w zabytkowej kamieniczce przy Rynku Wielkim. Podają tam nie tylko czekoladę, ale całkiem spory wybór deserów. Zawsze jest pełno ludzi (czasem trudno o stolik). Bolek rozpuszczony moją domową kawą mrożoną i najlepszą kawą mrożoną, którą można dostać w Nowym Sączu w koktajlbarze na ulicy Lwowskiej, nie był zachwycony tą z Zamościa, ale ja bym powiedziała, że była całkiem przyzwoita. Bardzo dobre mają rurki z bitą śmietaną (jest to jednocześnie najtańszy deser tam serwowany- 3 zł sztuka). „Zielono mi” też było smaczne.

Zamojska Manufaktura Słodyczy „Tęcza” (http://slodyczezamosc.pl/o-nas)

Wszystkie słodycze są ręcznie wykonywane. Główną specjalnością są krówki (10 zł/ opakowanie 150 g- ok. 9 szt.). Poza tym można tam dostać ciekawe landrynki (w zależności od wielkości opakowania- 4 lub 6 zł, bądź droższe w słoiczkach) i lizaki (różne ceny, ale większość za ok. 5 zł). Organizowane są (darmowe) pokazy robienia słodyczy (w lecie częściej, w zimie rzadko- niestety nie udało nam się załapać). Podczas takiego pokazu można samemu wykonać lizaka (co kosztuje 5 zł- wykonanie darmowe, piątka za lizaka). Ręcznie robione cukierki, to ciekawa inicjatywa, ale cena ponad 60 zł za kg krówek (nawet  rewelacyjnych) jak dla mnie jest powalająca. Z drugiej strony spróbujcie zrobić krówki sami w domu. Ja spróbowałam i stanowczo zrozumiałam skąd taka cena (Krówki).

WP_20170112_01_05_39_Pro_przyciete

Słodycze z „Tęczy”- Zamojskiej Manufaktury Słodyczy (E).


Browar Zamość
(http://www.browarzamosc.pl/)

Znajduje się sporo dalej od centrum na ulicy Sienkiewicza 22, w starej Elektrowni Miejskiej. Mają tam lokalnie warzone piwa. Nie pytajcie mnie, które najlepsze, bo pomijając, że piwa nie lubię, to w stanie błogosławionym mogłam sobie co najwyżej powąchać. Bolek za ciemnymi nie przepada, „jasne” i „pszeniczne” mu smakowały. Oprócz tego zjedliśmy tam pizzę (mało lokalnie, ale w sumie lokalnych dań nie mieli). Pizza była niezła- mogę polecić (ponadto w normalnej cenie, reszta menu trochę droga). Najlepsze jednak były sosy. Dają dwa: czosnkowy i pomidorowo-paprykowy. Obydwa robione (a nie żaden ketchup). Jak średnio przepadam za sosami, to ten pomidorowo-paprykowy był po prostu pyszny (gęsty, aromatyczny, chętnie wzięłabym przepis). Zdjęcia browaru nie zamieszczę, bo komórka zrobiła mi psikusa i połowa zdjęć nie da się odczytać,  a aparatem niestety nie zrobiłam 🙁


Restauracje w Zamościu

Byliśmy w trzech polecanych w internecie restauracjach przy Rynku Wielkim. Wszystkie trzy podają dobre jedzenie, ale są, jak dla mnie, drogie (chociaż czego się spodziewać w samym centrum). Jak już wspomniałam- staramy się podróżować tanio.

Verona

Ponieważ po 16 w Sylwestra Asia Bar był zamknięty, nie mieliśmy wielkiego wyboru i udaliśmy się do centrum, gdzie jeszcze coś było otwarte. Około godziny 17 weszliśmy do Verony, gdzie miła kelnerka poinformowała nas, że na wieczór mają rezerwacje, ale na razie możemy normalnie zjeść obiad. Jedzenie smaczne, chociaż niezbyt tanie. Jedyne, co mam do zarzucenia tej restauracji, to brak lokalnych potraw. Chcieliśmy zjeść coś „zamojskiego”, ale karta dań nie zawierała takich pozycji. Ja byłam bardziej zadowolona z mojego „Pinchitos z Kurczaka” niż Bolek z „Penne alla Verona”. Chciałabym ich przepis na sos do sałatki. A deser malinowy był powalający. Mają tam też pizzę, ale nie próbowaliśmy.

Bohema

Tu jedliśmy lunch 01.01. W Nowy Rok Asia Bar był dalej zamknięty, ale restauracje w rynku otwierali o 13. W końcu mieliśmy szansę zamówić coś lokalnego. „Pieroga roztoczańskiego” akurat nie mieli, ale mogliśmy spróbować „tarciucha ziemniaczanego” i „cebularzy”. Chociaż było smacznie, wyszliśmy trochę rozczarowani. 5 kawałków czegoś o smaku placków ziemniaczanych okraszone smażonym boczkiem i ciasto pizzowe z cebulką (coś podobnego mogę kupić w piekarni obok moich rodziców w Nowym Sączu, więc nie poczułam się specjalnie lokalnie).

Restauracja Muzealna

Lunchem nie za bardzo sobie pojedliśmy, więc wieczorem postanowiliśmy iść na obiadokolację, którą wszamaliśmy w Restauracji Muzealnej. Dlaczego „Muzealna”? Bo znajduje się w podziemiach Muzeum Zamojskiego w jednej z ormiańskich kamieniczek. Tu też można zasmakować lokalnych potraw, w tym również ormiańskich. I znowu ja lepiej wyszłam na swoim obiedzie (był bardziej pożywny). Ciekawa spróbowałam zupy pokrzywowej, która była całkiem niezła. Na drugie wybrałam „Hajkakan kjabab”- ormiański kebab (pieczone mięsko, zawinięte w lawasz, obok duża porcja sałatki). Natomiast Bolka pieróg roztoczański, chociaż całkiem smaczny, nie zaspokoił głodu rosłego chłopa na długo (w końcu kasza w cieście to nie kawał mięcha).

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *