Polska flora

Polska flora, czyli po prostu rośliny. Chociaż może nie tak zjawiskowe, jak np. tropikalne, ale również potrafią zachwycić wyglądem i bogactwem gatunków. Często te najskromniejsze okazy są zarówno tymi, które mają wielką moc. Nie magiczną, ale niosącą zdrowie. Obecnie nie doceniamy naszych pól, łąk, lasów i sadów. A szkoda.

Rośliny - dziewięćsił.

Polskie rośliny – Dziewięćsił. Do 2014 roku w Polsce pod ścisłą ochroną, teraz pod częściową. Ceniony ze względu na walory dekoracyjne i lecznicze.

Chociaż z wykształcenia jestem biologiem, botanika nigdy nie była moją mocną stroną. Stanowczo zawsze wolałam biochemię. Stąd wydawałoby się, że będę propagowała wszystko, co wyszło z laboratorium. Tymczasem przekłada się to jedynie na to, że nie będę tu rzucała nadmiernie łacińskimi nazwami i zielnikowymi opisami. Pokażę za to zdrowy respekt przed przyrodą i miłość do natury.

Rośliny = piękno

Piękno roślin może być widoczne na pierwszy rzut oka, albo ukryte. Może się przejawiać w ich kształcie, kolorystyce, zapachu, czy smaku. Może objawiać się przez cały rok lub tylko sezonowo. W Polsce w większości przypadków jest raczej sezonowe, ale niekoniecznie. Jeśli tylko się postaramy, nasza wyobraźnia potrafi wydobyć piękno z suchego badyla, który chwilę wcześniej niczym więcej się nie wydawał. Ponadto mamy rośliny zielone cały rok – różne iglaki. Te kojarzą nam się ze Świętami Bożego Narodzenia, a to samo w sobie jest piękne 🙂

Nad Morskim Okiem. Tym razem iglaki – żeby bardziej botanicznie było: rośliny nagonasienne (E).

Jak ktoś może, to polecam wybrać się do Ogrodów Hortulus w nadmorskiej Dobrzycy. O każdej porze roku można podziwiać w nich bogactwo roślinności. Mają tam ogrody wiosenne, letnie, jesienne i zimowe. http://www.hortulus.com.pl/

Rośliny - bogactwo kolorów

Rośliny – bogactwo kolorów – człowiek jest wzrokowcem, więc najpierw zwróci uwagę na te gatunki, które najbardziej rzucają się w oczy. Zdjęcie: Ogrody Hortulus- Dobrzyca nad Bałtykiem (E).

Rośliny – a pory roku.

Wiosna

Na wiosnę kwiaty, które latem zlekceważylibyśmy całkowicie, wydają się nam piękne, gdyż są pierwszą oznaką końca dłużącej się nam już najczęściej zimy. Widok śnieżyczki- małej, białej i niepozornej, wychylającej łepek z ziemi urzeka nas całkowicie. Znam takich, co potrafią wziąć urlop w środku tygodnia, wsiąść do samochodu i jechać (100 i 200 km) w góry, żeby podziwiać łąki uścielone krokusami. Sama w tym roku nie oparłam się i pojechałam w Gorce podziwiać te kwiaty. Chociaż zaczął mi się 8 miesiąc ciąży, twardo ruszyłam na Turbacz. Niestety nie doszłam na sam szczyt, ale i tak mogę być dumna z trasy, którą pokonaliśmy z Bolkiem. Za to krokusy piękne 🙂 Więcej opiszę w osobnej zakładce o Turbaczu.

Rośliny- krokusy Rośliny - krokusy

Rośliny - droga na Turbacz.

Droga na Turbacz. Na pierwszych dwóch zdjęciach krokusy są lepiej widoczne, ale tu jest ich więcej i widok też piękny (E).

Ale i tak największe wrażenie na wiosnę robią kwitnące sady. Najpiękniejsze są te stare, gdzie drzewa nie rosną w rządku, a trawa nie jest wygolona przy ziemi, tylko ściele się dywanem upstrzonym żółtymi mleczami.

Rośliny - wiosenne kwitnące sady.

Wiosenne, kwitnące sady – jabłoń- Tęgoborze (E).

I ten zapach- wiosenne kwiaty nie pachną intensywnie, tylko delikatnie. Często trzeba wtulić nos w płatki, żeby coś poczuć. Ale tym cenniejszy jest ich aromat, im delikatniejszy.

Między wiosną, a latem

Późną wiosną wszystko zaczyna przybierać na intensywności i kolory i zapachy, np. piwonia, czy róża cukrowa, która powoli wprowadza nas w okres letni. Specjalnie napisałam tu o róży cukrowej, bo poza tym, że pięknie wygląda i pachnie, wykorzystywana jest od wieków w kuchni jako konfitura. Nie wiem, jak Wy, ale ja do końca życia nie zapomnę babcinych rożków z różą. Jak byłam dzieckiem, nie doceniałam tego, nieszczęśliwa, że każą mi zbierać i ucierać te aromatyczne płatki z cukrem. Teraz, będąc dorosła, bez przymusu co roku wyżywam się na jedynym krzaku, który został w babcinym ogródku i zapełniam słoiczki pyszną różaną marmoladką.

Rośliny - róża cukrowa

Róża cukrowa.

Pierwsze smaki wiosny

Ale róża to nie jedyny smak wiosny i na pewno nie pierwszy. Pierwszy smak wiosny, to młody szczypiorek. O rany, niech tylko wyrośnie 5 cm nad ziemię, jest wyskubywany przez nas bez miłosierdzia na kanapki. Następnie pojawia się pietruszka (babcia zawsze zostawia kilka korzeni na zimę, żeby na wiosnę szybko puściły zieleninkę). Mało kto teraz to docenia, bo przecież wszystkie warzywa można dostać praktycznie przez cały rok. Nie zmienia to jednak faktu, że zimowy pomidor nie pachnie pomidorem, a najlepszy szczypiorek jest zawsze na wiosnę.

Uważam, że natura wie co robi i na każdy owoc, czy warzywo jest odpowiedni czas. Owszem, człowiek nauczył się robić przetwory i chwała mu za to. Wymyśliliśmy też mrożenie. Co prawda mrożone rośliny nie mają już tych samych właściwości, co świeże, ale i tak uważam, że są lepsze niż sprowadzane zimą nie wiadomo skąd. Zimą je się jabłka, marchewkę, pietruszkę, buraki, czy kapustę i oczywiście ogórki kiszone. I to jest dokładnie to, czego tą pora roku Polakowi potrzeba. Są to owoce i warzywa, które w naszym klimacie jesteśmy w stanie przechować do wiosny. Oczywiście można iść do sklepu i kupić sobie np. cytrusy. Są pyszne, ale pamiętajmy, że pochodzą z zupełnie innego klimatu- dużo cieplejszego. Ich zadaniem jest orzeźwiać. Nie wiem, kto zimą potrzebuje orzeźwienia (poza moim mężem, któremu zawsze jest gorąco). Zimą należy się rozgrzewać- np. szarlotką na ciepło 🙂

Jabłka – ta sama gałąź, którą powyżej możecie oglądać kwitnącą (E).

Lato

Lato, to czas słońca- długich i upalnych dni. Okres najintensywniejszych kwiatowych kolorów i mocnych zapachów, które widać i czuć już z daleka. Ale lato to przede wszystkim pora dojrzewających w słońcu soczystych owoców, pełnych witamin. Ech… Ten smak pierwszych truskawek zerwanych i zjedzonych prosto z krzaczka. Miodzio. Szyszunia 🙂 Posiadam to szczęście, że mam dostęp do świeżych owoców zerwanych prosto z drzew i krzewów. Najpierw wspomniane truskawki, potem wiśnie i porzeczki, czereśnie, śliwki, gruszki, maliny i jabłka (latem głównie oliwki i papierówki- reszta dojrzewa jesienią). W międzyczasie jagody (niestety w ogródku tylko borówka amerykańska, leśnej brak).

Rośliny - owoce

Na chwilę obecną posiadam jedynie zdjęcie porzeczek z naszego sadu. Jak na nie patrzę teraz, końcem marca, to ślinka cieknie mi tak, że na podłodze zrobiła się już spora kałuża. Po zimie człowiek strasznie spragniony jest świeżych, soczystych i aromatycznych owoców (E).

Lato to też czas intensywnej pracy- przynajmniej w mojej kuchni. Odkąd dojrzeją w ogródku na wsi pierwsze truskawki, intensywnie zabieram się za przetwory. Robię soki, powidła, kompoty do słoików i sałatki. Dzięki temu łatwiej przetrwać zimę.

Bolek uwielbia kwaśny sok z czerwonych porzeczek. Ja natomiast lubię malinowy i renklodowy. Poza tym w lipcu potrafię przerobić kilkadziesiąt kilo pomidorów ze szklarni wujka Bolka na sok pomidorowy, który można potem używać w czystej formie do picia lub jako bazę do zup czy domowych sosów. Śliwki przerabiam na kwaśne powidło- idealne do piernika. Ponadto robię kompoty z odmian węgierki, które potem fantastycznie smakują w postaci placka ze śliwkami. Namiętnie kiszę ogórki. No i nalewka wiśniowa. Niech się abstynenci oblizują 😉 Możliwości jest wiele. POLECAM 🙂 Kiedyś napiszę na pewno stronkę o moich przetworach i umieszczę w zakładce Przepisy.

Poniżej moja spiżarnia 😀

Zioła i przyprawy – lecznicza moc natury.

Lato to też czas, kiedy na łąkach rośnie moc polskich ziół. Można też posiać w ogrodzie te wykorzystywane w kuchni, jak np. majeranek. Mam porównanie, jak pachnie majeranek kupiony w sklepie, a jak własny ususzony. Teściowa ma w ogródku całą grządkę i suszy na zimę cały, wielki słój. Upajający zapach.

Polskie łąki potrafią być niezwykle kolorowe.

Zioła są o tyle ważne, że nadają smak naszym potrawom i poprawiają zdrowie. Herbatka z macierzanki poprawia zimą odporność. Nagietek (piękny, kolorowy kwiat, który można docenić zarówno ze względu na właściwości zdrowotne, jak i wygląd) działa mikro-bójczo (bakterio- grzybo- i wiruso-). Pokrzywa, traktowana jako paskudny, parzący chwast, ma działanie lecznicze, ale też zawiera wiele witamin i mikroelementów niezbędnych do funkcjonowania organizmu człowieka. Przyprawy (jak wspomniany wcześniej majeranek) nie tylko poprawiają aromat potraw, ale też pomagają na trawienie.

Rośliny to zarówno gatunki zielne, jak i krzewy i drzewa. I wśród każdej z tych trzech postaci znajdują się odmiany lecznicze. Na zdjęciu głóg- dobry na serce (E).

Ziół jest wiele i mają wiele zastosowań i trzeba by co najmniej drugiego bloga, żeby je opisać. Jest wiele książek, z których można się dowiedzieć ciekawych informacji. Polecam szczególnie pozycje Stefani Korżawskiej. Ma ona specyficzny styl pisania, przez który wyraźnie przebija miłość do przyrody, a w szczególności do ziół. Podstawową bazą i kompendium o leczniczych roślinkach dla każdego początkującego zielarza powinna być książka „Ziołolecznictwo Ojców Bonifratrów”. Oczywiście to tylko dla zainteresowanych.

Dlaczego zioła?

Dlaczego w ogóle piszę o ziołach? Pomijając oczywiście fakt, że wliczają się do polskiej roślinności? Hmm… Nie wierzyłam w moc ziół. Ludzi, którzy je pili uważałam za lekko sfiksowanych entuzjastów, którzy tak uwierzyli w działanie zielska, że wiara ich uzdrowiła.

Całe życie jednak miałam problemy z zatokami. Pewnej zimy dały mi już mocno w kość. Na badaniach wyszło, że w środku siedzi mi gronkowiec złocisty. Złośliwa bestia. Nie idzie tego wyplenić. Stosowałam dwa różne antybiotyki (celowane) przez trzy tygodnie. Nie pomogło ani trochę. Paskudna bakteria ma takie zdolności przetrwania, że pozbycie się jej wymaga cudu. Moja mama wysłuchała w audycji o przepisie na mieszankę ziołową przeciw gronkowcowi. Pomyślałam- głupota! Dwa antybiotyki dobrane na podstawie badań nie wyleczyły dziadostwa, a jakaś herbatka pomoże? Stwierdziłam jednak, że nie mam nic do stracenia (pomijając smak, bo herbatka okazała się mało smaczna). Piłam toto przez dwa miesiące raz dziennie (chociaż w przepisie było 3 razy). I wyobraźcie sobie, jakie było moje zdziwienie, gdy po dwóch miesiącach zrobiłam wymaz i okazało się, że mam czyste zatoki…

Poniżej przepis (proporcje- 50 g każdego składnika):

-korzeń żywokostu*,
-kwiat tawuły (wiązówka),
-ziele skrzypu,
-liść podbiału,
-kłącze perzu,
-ziele fiołka trójbarwnego (bratek),
-liść brzozy,
-znamiona kukurydzy,
-kłącze tataraku,
-liść pokrzywy,
-kora wierzby.

Parzyć min. pół godziny (o ile dobrze pamiętam w oryginalnym przepisie było coś o trzech godzinach, ale mnie pół wystarczało i mieszanka pomogła).

*Żywokost stosowany jest zazwyczaj zewnętrznie. W tym przepisie należy go domieszać do pozostałych ziół, parzyć razem z nimi i pić. W przypadku osób, które mają problemy z wątrobą, stanowczo nie dodawać do mieszanki!

Zanim przejdę do jesieni, jeszcze dwa letnie, słoneczne zdjęcia 🙂

Rośliny Tęsknota do lata...

Jesień

Miałam w podstawówce taki wierszyk w podręczniku do języka polskiego:

Kto powiedział, że jesień jest smutna,
Że ma kolor szarego płótna,
Że jej prawie nie widać we mgle?
Kto to wszystko powiedział?
Ja nie!
Dla mnie jesień to pora wesoła,
Roześmiana i gwarna jak szkoła.
Lśniąca skórką kasztana na trawie,
W odlot ptaków wpatrzona ciekawie.
Jesień- roztargniona malarka-
Gubi farby po lasach i parkach,
A ja biegam wciąż za nią z ochotą,
I znajduję brąz, czerwień i złoto.

Żeby nie było, że strona o roślinności, a ja grzyby wklejam (które roślinami nie są) i jeszcze w dodatku niejadalne, to możecie podziwiać jesienne wrzosy (E).

No cóż polska jesień potrafi być zarówno złota, jak i bura. Ciepła i zimna. Słoneczna i deszczowa. Takich antonimów można by znaleźć wiele. Mnie się kojarzy przede wszystkim z jabłkami. Niestety niekoniecznie z ich rozgrzaną słońcem, pachnącą, czerwoną skórką i soczystym miąższem, tylko z ciężką pracą podczas zbiorów. Ale nie zmienia to faktu, że polskie jabłka są pyszne 🙂

Polskie jabłka- od kwiatka na wiosnę, do pysznego ciasta zimą 🙂

Rośliny - kwitnąca jabłoń Rośliny - owocująca jabłoń

Drugim skojarzeniem po jabłkach są grzyby, a trzecim orzechy. Bolek jest wielkim entuzjastą zbierania grzybów. Obierania ich potem i suszenia już nie. Ale po lesie uwielbia chodzić. Zmusić go, żeby się po coś schylił w domu, to nie idzie, ale po grzyby schyla się chętnie. A najchętniej potem wcina je marynowane, kiszone lub jako dodatek do różnych potraw.

Rośliny - orzech laskowy

Orzech laskowy, mniam (E).

Cdn… Zima